AdSense

sobota, 26 września 2026

Głaz, którego nie przesuwałam - o wysiłku, którego nikt nie widzi

człowiek pchający głaz
Są takie historie, które człowiek gdzieś kiedyś usłyszy albo przeczyta i nawet jeśli nie zapamięta ich dokładnie słowo w słowo, to zostaje w nim pewien obraz, pewne uczucie, które wraca potem w najmniej oczekiwanych momentach i dla mnie taką historią była opowieść o człowieku, który codziennie pchał ogromny głaz stojący przed nim, ciężki, zimny, nieporuszony, taki który z pozoru w ogóle nie reagował na żaden wysiłek, jakby był częścią ziemi, a nie czymś, co da się ruszyć.

I ja kiedyś wyobrażałam sobie tę scenę bardzo dokładnie, prawie fizycznie, jakby ten człowiek wstawał rano, podchodził do tego samego miejsca, opierał dłonie o chłodną powierzchnię kamienia i zaczynał pchać, czasem z większą siłą, czasem z mniejszą, czasem z taką determinacją, która na chwilę daje złudzenie, że coś się zmieni, a potem przychodzi wieczór i wszystko znowu wygląda tak samo, i wtedy w głowie zaczyna się ten cichy dialog, którego nikt nie słyszy, że może to nie ma sensu, że może to nie działa, że może to jest tylko zmęczenie bez efektu.

Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z tą historią, nie umiałam jeszcze jej odnieść do siebie, ale pamiętam, że coś we mnie wtedy drgnęło, bo była w tym dziwna znajomość, jakby moje własne doświadczenia nagle dostały inny obraz, tylko wtedy jeszcze nie wiedziałam jaki.

Bo prawda jest taka, że każdy z nas ma swój własny głaz, tylko on nie zawsze wygląda jak kamień, czasem jest to decyzja, której nie da się dokończyć, czasem relacja, która nie daje odpowiedzi, czasem praca, w której wkładasz więcej niż dostajesz, a czasem po prostu własne życie, które wymaga od Ciebie więcej, niż w danym momencie masz w sobie siły.

I ja zaczęłam zauważać, że bardzo często też „pcham” swoje rzeczy w ten sam sposób, czyli robię coś konsekwentnie, staram się, dokładam wysiłku, wracam do tego samego punktu i próbuję jeszcze raz, a jednocześnie w środku zaczyna pojawiać się coś bardzo trudnego, takie ciche pytanie, które narasta z czasem, czy to w ogóle prowadzi gdziekolwiek, czy ja się tylko nie męczę w miejscu, które nie ma wyjścia.

I długo myślałam, że to jest sygnał, że coś robię źle, że skoro nie widzę efektu, to znaczy, że powinnam odpuścić albo zmienić kierunek, ale z czasem ta historia zaczęła się we mnie układać inaczej, bardziej miękko, bardziej uważnie, jakby ktoś mi pokazał, że być może wcale nie chodzi o to, żeby ten głaz się natychmiast przesunął.

Bo może ten głaz nie jest tylko po to, żeby go przesunąć, ale po to, żeby pokazać, co się dzieje ze mną w trakcie, kiedy ja próbuję mimo wszystko, kiedy wracam, kiedy wkładam w coś energię nawet wtedy, kiedy nie mam żadnej gwarancji, że zobaczę szybki efekt, i to jest bardzo dziwne doświadczenie, bo z zewnątrz nic się nie zmienia, a w środku zaczyna się coś bardzo subtelnego, coś co trudno nazwać od razu, ale co powoli zmienia sposób, w jaki patrzysz na siebie.

Bo w tym „pchaniu” zaczęłam widzieć nie tylko wysiłek, ale też coś dużo bardziej cichego, czyli wytrwałość, której wcześniej w sobie nie doceniałam, cierpliwość wobec rzeczy, które nie przychodzą natychmiast, i taką część siebie, która mimo zmęczenia nie rezygnuje całkowicie, tylko zostaje, nawet jeśli nie ma pewności, co będzie dalej.

I wtedy dotarło do mnie coś, co było jednocześnie proste i trudne, że ja bardzo często oceniam siebie tylko przez to, czy coś się udało, czy coś się przesunęło, czy jest widoczny efekt, czy można to nazwać sukcesem, a kompletnie pomijam całą tę niewidzialną część, w której dzieje się najwięcej, czyli wszystkie momenty, kiedy próbuję, kiedy wracam, kiedy nie odpuszczam sobie samej, nawet jeśli nikt tego nie widzi.

I może właśnie o to w tej historii chodzi, że nie zawsze jesteśmy w stanie zobaczyć efekt od razu, nie zawsze mamy potwierdzenie, że idziemy w dobrą stronę, ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje, bo bardzo często największa zmiana dzieje się nie na zewnątrz, tylko w środku, w tym jak zaczynamy siebie rozumieć, jak zaczynamy siebie traktować i jak uczymy się nie porzucać siebie tylko dlatego, że coś nie idzie szybko.

I ja tę historię noszę w sobie już inaczej niż kiedyś, nie jako opowieść o tym, że trzeba osiągnąć cel, ale jako przypomnienie, że to, co niewidoczne, też ma ogromne znaczenie i że czasem to właśnie ten niewidoczny wysiłek jest tym, co buduje w nas coś, czego nie da się zobaczyć od razu, ale co zostaje na bardzo długo.



Nie zawsze widać efekt naszych starań od razu i nie zawsze coś musi się „ruszyć”, żeby coś w nas zaczęło się zmieniać. Czasem największa siła rodzi się właśnie w tym, że mimo zmęczenia wciąż próbujemy, nawet jeśli nikt tego nie widzi i nawet jeśli świat jeszcze nie daje nam potwierdzenia, że idziemy w dobrą stronę.
Jakie mysli wzbudzil ten wpis?
Anonimowy

Przeczytałem to dwa razy. Ten tekst jest jak lustro. Też mam swój głaz i codziennie go pcham, nawet jak nie widzę sensu. Dzięki za przypomnienie, że to, co robimy w środku, ma znaczenie, nawet jeśli nikt tego nie widzi.

Anonimowy

Nie spodziewałam się, że jakiś wpis tak mnie poruszy. Zwłaszcza ten fragment o tym, że oceniamy siebie tylko przez sukcesy. Chyba muszę to sobie przeczytać jeszcze raz i przemyśleć. Pięknie napisane

Anonimowy

Bardzo prawdziwe. Czasem człowiek się tak zapracuje i stara, a tu nic się nie rusza. A potem myśli, że jest do niczego. A tu się okazuje, że po prostu trzeba docenić drogę, a nie tylko wynik. Dziękuję za te słowa

camill

Fajny tekst na wieczór. Daje spokój. Czasem zapominam, że nie wszystko musi być od razu. Dzięki za przypomnienie, żeby być dla siebie trochę łagodniejszym.

Anonimowy

Przeczytałem to i aż mnie zatkało 😳 Ten głaz to dokładnie moje życie. Też codziennie pcham coś, co się nie rusza, i czasem myślę, że jestem do niczego 😔 A po tym tekście jakoś lżej mi na duszy 🙏 Dzięki, że ktoś to w końcu napisał ❤️

Anonimowy

Czasem brakuje mi sił, żeby dalej pchać, ale ten tekst mi przypomniał, że nie muszę się spieszyć i że bycie wytrwałym to też sukces 🌟 Pięknie napisane, dziękuję ❤️

Prześlij komentarz