Może wtedy, gdy ktoś mnie potrzebował, a ja nie umiałam odmówić.
Może wtedy, gdy uznałam, że bycie „dobrą” znaczy stawiać innych na pierwszym miejscu.
Albo gdy po prostu tak długo milczałam, że zapomniałam, czego mi brakowało.
Z czasem zaczęłam się rozciągać. Jak cienka nitka - coraz bardziej, coraz dalej. Tu pomóc, tam wysłuchać, tu wesprzeć. A w środku… cisza.
Nie miałam kiedy się zatrzymać i zapytać siebie: Hej, a jak Ty się właściwie masz?
Nie chodzi o żal. Pomagałam z serca. Tylko serce - trochę się po drodze zmęczyło.
Długo nie umiałam przyjąć, że ja też mogę być dla siebie ważna.
Że mogę powiedzieć „nie”.
Że mogę odpocząć.
Że nie jestem złą osobą, jeśli nie biorę na siebie całego świata.
Dziś uczę się tego powoli.
Nie zawsze mi wychodzi. Czasem jeszcze wpadam w stare tory. Ale coraz częściej pytam siebie:
- A Ty? Czego dziś potrzebujesz?
Bo wiesz co?
Dopiero kiedy zaczęłam słyszeć siebie, poczułam, że mogę być naprawdę obecna - dla innych.
Ale z pełnego, nie pustego serca.
Jeśli Ci pomogło - przekaż go komuś, komu też pomoże. 🤍
Dziękuję, że zaglądasz na mój blog 🌿
Jeśli chcesz, zostaw kilka słów w komentarzu albo kliknij „Obserwuj” po prawej stronie.
A gdybyś chciał/a postawić mi kawę - zapraszam tutaj :

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz