poniedziałek, 12 stycznia 2026

Niech te problemy będą, póki ja jestem.

Wiesz, ostatnio złapałam się na czymś dziwnym. Że czasem, gdy mam wszystkiego po dziurki w nosie i myślę „ile jeszcze?”, przychodzi mi do głowy myśl… przewrotna, ale prawdziwa.

Że problemy to jednak znak życia.

Bo jedyne miejsce, gdzie już nikt nie musi się z niczym zmagać, to cmentarz. Tam nikt nie martwi się kredytem, samotnością, zmarszczkami, czy tym, co powiedziała sąsiadka. Tam jest cisza. Ale taka, której nikt z nas tak naprawdę nie pragnie.

Więc może te nasze zmartwienia - choć potrafią przygnieść - są jak echo życia? Może właśnie dzięki nim czujemy, że jeszcze jesteśmy w ruchu? Że jeszcze nas coś obchodzi, boli, porusza?

I kiedy tak myślę, to nagle moje „mam dość” zamienia się w ciche „na szczęście jeszcze jestem”.

Więc tak, czasem chcę się skulić pod kocem i zniknąć. Ale potem przypominam sobie - gdy nic już nie boli, to znaczy, że naprawdę zniknęłam.

A dopóki mam choćby jeden powód, żeby się z czymś szarpać… to znaczy, że nadal tu jestem. I to mi wystarcza.


Jeśli Ci pomogło, przekaż go komuś, komu też pomoże 💛






Masz ochotę na małą interakcję? Napisz komentarz lub kliknij „Obserwuj” w bocznym pasku 😊
A gdybyś chciał/a postawić mi kawę - link znajdziesz tutaj: 


1 komentarz:

Anonimowy pisze...

A może to jednak oznacza złe środowisko? Ja nie umiem się pogodzić z życiem

Prześlij komentarz