Problemy są znakiem życia - jak docenić każdy dzień
Choć zmagania potrafią przygnębić, są dowodem, że żyjemy. W tym wpisie znajdziesz refleksję o tym, jak znaleźć w codziennych problemach sens i obecność.
Wiesz, ostatnio złapałam się na czymś dziwnym. Że czasem, gdy mam wszystkiego po dziurki w nosie i myślę „ile jeszcze?”, przychodzi mi do głowy myśl… przewrotna, ale prawdziwa.
Że problemy to jednak znak życia.
Bo jedyne miejsce, gdzie już nikt nie musi się z niczym zmagać, to cmentarz.
Tam nikt nie martwi się kredytem, samotnością, zmarszczkami, czy tym, co powiedziała sąsiadka. Tam jest cisza. Ale taka, której nikt z nas tak naprawdę nie pragnie.
Więc może te nasze zmartwienia - choć potrafią przygnieść - są jak echo życia? Może właśnie dzięki nim czujemy, że jeszcze jesteśmy w ruchu? Że jeszcze nas coś obchodzi, boli, porusza?
I kiedy tak myślę, to nagle moje „mam dość” zamienia się w ciche „na szczęście jeszcze jestem”.
Więc tak, czasem chcę się skulić pod kocem i zniknąć. Ale potem przypominam sobie - gdy nic już nie boli, to znaczy, że naprawdę zniknęłam.
A dopóki mam choćby jeden powód, żeby się z czymś szarpać… to znaczy, że nadal tu jestem. I to mi wystarcza.
Jeśli te słowa rezonują z Twoim doświadczeniem, zostaw komentarz - napisz, co w Twoim życiu jest teraz tym „znakiem życia”, mimo że czasem przytłacza. Możesz też napisać do mnie prywatnie - porozmawiamy o tym, co Cię trzyma przy życiu, i znajdziemy punkt zaczepienia w codziennym chaosie.

1 komentarz:
A może to jednak oznacza złe środowisko? Ja nie umiem się pogodzić z życiem
Prześlij komentarz