Kiedy kobieta żyje w męskiej energii - dlaczego ciągłe „ogarnianie” tak bardzo męczy
Kobieta, która zawsze wszystko ogarnia, często żyje w nadmiarze męskiej energii. Sprawdź, skąd się to bierze i dlaczego tak trudno potem wrócić do miękkości.
Czasem nie widać tego od razu.
Bo przecież ona wszystko ogarnia.
Zna terminy szczepień.
Planuje wakacje.
Pamięta o rachunkach.
Działa.
Reaguje.
Decyduje.
To ona tłumaczy dziecku świat, a partnerowi - jak się z nim żyje.
Wyłapuje napięcia w rodzinie.
Robi zakupy na święta.
Naprawia relacje między ludźmi.
Czasem nawet rzeczy całkiem przyziemne.
Przykleja listwę.
Wnosi ciężkie zakupy z bagażnika.
Zmienia oponę.
Albo - co jeszcze trudniejsze - sama sobie naprawia serce.
To właśnie często wygląda jak męska energia w kobiecym ciele.
Czym jest męska i żeńska energia
Nie chodzi tu o płeć.
Nie chodzi o wygląd ani o to, kim jesteś w relacji.
Chodzi o jakość energii, z jaką idziesz przez życie.
Męska energia to:
-
działanie
-
decyzja
-
logika
-
struktura
-
cel
-
konkret
Żeńska energia to:
-
odczuwanie
-
intuicja
-
obecność
-
miękkość
-
proces
-
relacja
Każdy człowiek ma w sobie jedno i drugie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy kobieta przez bardzo długi czas funkcjonuje prawie wyłącznie w energii działania.
Wtedy coś zaczyna się psuć.
Nie od razu.
Powoli.
Cicho.
Od środka.
Jak to wygląda w codziennym życiu
Często nawet nie zauważamy, kiedy zaczyna się ten tryb.
Kobieta:
-
nie prosi o pomoc, bo „łatwiej zrobić samemu”
-
przejmuje inicjatywę, bo „nikt inny się nie ruszy”
-
wszystko planuje i organizuje, bo „ktoś musi to ogarnąć”
-
czuje się odpowiedzialna za wszystkich
-
szybciej zadzwoni po fachowca niż powie: „potrzebuję Cię”
-
zamyka emocje, bo „nie ma teraz czasu na czucie”
Z czasem może się okazać, że nie ma już miejsca na miękkość.
Na bycie.
Na odpuszczenie kontroli.
Na zwykłe kobiece „jestem”.
Skąd bierze się ten tryb
U wielu kobiet to wcale nie był wybór.
To była konieczność.
Bo ktoś musiał być dorosły.
Bo nie było komu zauważyć ich potrzeb.
Bo życie nauczyło je, że bezpieczeństwo to samodzielność, a miłość polega na ogarnianiu cudzych braków.
I tak powstała zbroja.
Na początku potrzebna.
Z czasem coraz cięższa.
Co mówią psychologowie
Psychoterapeutka Erika Evans zwraca uwagę, że nadmiar męskiej energii w kobiecie często wynika z przewlekłej odpowiedzialności - za rodzinę, relację, dzieci czy emocje partnera.
Psychologia jungowska mówi o animusie, czyli męskim pierwiastku w kobiecej psychice.
Jeśli dominuje on zbyt długo, a kobieta nie ma przestrzeni na czucie i intuicję, pojawia się wypalenie i poczucie samotności.
Terapeuci relacji zauważają też coś jeszcze.
Kiedy ciało kobiety przez lata funkcjonuje w trybie zadaniowym, może być jej coraz trudniej odczuwać:
-
przyjemność
-
bliskość
-
spontaniczność
-
lekkość
Bo organizm jest ciągle w trybie działania, nie w trybie życia.
Czy męska energia jest zła
Nie.
To ona często pozwoliła przetrwać najtrudniejsze momenty.
To dzięki niej wiele kobiet:
-
wyszło z toksycznego domu
-
skończyło studia mimo trudnych warunków
-
przeprowadziło się z dziećmi, kiedy nie było innego wyjścia
-
poskładało życie, gdy wszystko się rozpadało
Ta energia jest ogromną siłą.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zostajesz w niej zbyt długo.
Bo wtedy zaczynasz żyć w trybie przetrwania, zamiast w trybie obecności.
Jak to zmienia kobietę
Powoli przestaje pytać siebie:
„Co czuję?”
Zaczyna pytać tylko:
„Co trzeba zrobić?”
Znika lekkość.
Znika spontaniczność.
Pojawia się zmęczenie.
Irytacja.
Czasem też samotność - nawet w relacji.
Bo zbroja, choć chroni, nie przytula.
A kobieta, która nosi ją latami, czasem już nie pamięta, jak to jest ją zdjąć.
Może rozpoznasz się w tych zdaniach
„Nie mogę sobie pozwolić na słabość.”
„Jak ja tego nie zrobię, to nikt tego nie zrobi.”
„Nie umiem już po prostu być.”
„Nie pamiętam, kiedy ktoś ostatnio zaopiekował się mną.”
Jeśli któreś z tych zdań brzmi znajomo, zatrzymaj się na chwilę.
I zadaj sobie jedno pytanie.
Pytanie, które może coś zmienić
Co by się stało, gdybym na chwilę przestała wszystko ogarniać?
A potem kolejne:
Co czuję, kiedy nic nie robię?
Może pojawi się niepokój.
Może pustka.
Może zmęczenie, które czekało latami, aż w końcu ktoś je zauważy.
To normalne.
Bo miękkość nie jest słabością.
To powrót do siebie.
To pozwolenie, żeby ktoś inny też mógł się postarać.
To oddech, którego nie trzeba zasłużyć.
To kobieta, która nie musi być rycerzem, żeby być wystarczająca.
Jeśli ten tekst był Ci bliski, możesz postawić wirtualną kawę - to mały gest, który pomaga temu miejscu dalej powstawać i docierać z ciepłymi słowami do kolejnych osób.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz