( dodatek do follow.it)

piątek, 23 maja 2025

Słoń

Słoń i kołek - opowieść o ograniczeniach, które nosimy w głowie

Kiedy byłam dzieckiem, uwielbiałam cyrk. Najbardziej fascynowały mnie zwierzęta, a szczególnie słoń - ogromny, majestatyczny, budzący podziw swoją siłą i spokojem. Podczas występu wyglądał jak prawdziwy gigant, którego nic nie jest w stanie zatrzymać.

A jednak po przedstawieniu siedział spokojnie, uwiązany jedną nogą do małego kołka wbitego w ziemię.

Ten kołek był naprawdę niewielki. Kilka centymetrów drewna w ziemi. Nic, co mogłoby zatrzymać zwierzę tak silne, że potrafiłoby wyrwać drzewo z korzeniami.

Jako dziecko długo zastanawiałam się nad jedną rzeczą:
dlaczego słoń nie ucieka?

Dorośli tłumaczyli, że jest tresowany. Ale to nie była odpowiedź, która naprawdę coś wyjaśniała.

Dopiero wiele lat później poznałam sens tej historii.

Mały słonik od pierwszych dni życia był przywiązywany do podobnego kołka. Kiedy był mały i słaby, próbował się uwolnić. Ciągnął, szarpał, walczył. Dzień po dniu próbował zerwać więzy.

Ale wtedy nie miał jeszcze siły.

W końcu przestał próbować.

Z czasem wyrósł na potężne zwierzę, które z łatwością mogłoby wyrwać ten kołek z ziemi. Problem w tym, że w jego głowie nadal istniało jedno przekonanie zapisane dawno temu:

„Nie mogę.”

I dlatego nawet nie próbował.


Czy my czasem nie robimy tego samego?

Wielu z nas nosi w sobie takie właśnie „kołki”.

To zdania, które kiedyś w nas utkwiły:

  • „Nie nadaję się do tego.”

  • „Nie dam rady.”

  • „To nie dla mnie.”

Czasem usłyszeliśmy je od innych. Czasem sami w nie uwierzyliśmy po jednej nieudanej próbie.

I tak jak ten słoń, przestajemy sprawdzać, czy dziś nadal są prawdziwe.

A przecież przez lata zmieniliśmy się bardziej, niż nam się wydaje. Mamy inne doświadczenia, więcej siły, więcej świadomości.

Być może kołek, który nas zatrzymuje, już dawno przestał być prawdziwą przeszkodą.

Może jest tylko wspomnieniem z czasu, gdy byliśmy słabsi.

Dlatego czasem warto zrobić jedną prostą rzecz:

spróbować jeszcze raz.

Kiedy byłam mała, uwielbiałam cyrk, a najbardziej w cyrku podobały mi się zwierzęta. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza słoń, który - jak się później okazało - był także ulubieńcem innych dzieci. Podczas przedstawienia to ogromne stworzenie paradowało, prezentując swój niesamowity ciężar, rozmiar i siłę...

Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię. Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec. To oczywista tajemnica. Co go trzyma w takim razie? Czemu nie ucieka? Kiedy miałam pięć czy sześć lat, wierzyłam jeszcze w mądrość dorosłych. Zapytałam więc jednego z nauczycieli, zapytałam ojca i wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń nie uciekał, bo był tresowany. Wtedy zadałam oczywiste pytanie: "Jeśli jest tresowany, to dlaczego go przywiązują?" Nie pamiętam, abym otrzymała jakąś logiczną odpowiedź. Z czasem zapomniałam o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono jedynie wtedy, kiedy spotykałam innych, którzy też kiedyś zadali sobie podobne pytanie. Kilka lat temu odkryłam (na moje szczęście), że był ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź. Słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków. Zamknęłam oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonana, że słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny. Wyobraziłam sobie, że zasypiał ze zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i kolejnego... Aż nadszedł dzień, który odbił się strasznie na historii słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los. Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku, nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może. Ma w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat. I najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia. Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił... Żyjemy w przekonaniu, że "nie możemy" wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem. Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń, i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość: NIE MOGĘ... NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ. Dorastaliśmy, nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość, która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z kołka. Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami, spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy: NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ! (...) Twoim jedynym sposobem na to, aby dowiedzieć się, czy możesz coś osiągnąć, jest spróbowanie od nowa, w co musisz włożyć całe swoje serce..


Nie dlatego, że wszystko musi się udać.
Ale dlatego, że tylko wtedy możemy sprawdzić, czy naprawdę nie możemy… czy tylko tak nam się kiedyś wydawało.



Inspiracja

Ten wpis jest inspirowany opowieścią, którą wiele lat temu znalazłam w internecie. Jej przesłanie zostało ze mną na długo i dziś dzielę się nim w swojej własnej refleksji.





Czasem największym ograniczeniem w naszym życiu nie jest brak możliwości, ale przekonanie, które kiedyś w nas zapadło. A przecież wiele kołków, które nas zatrzymują, istnieje już tylko w naszej pamięci.





Twoja obecność tutaj wiele dla mnie znaczy 💚 Jeśli chcesz, napisz w komentarzu, jakie „kołki” najczęściej zatrzymują ludzi w Twoim otoczeniu. Możesz też kliknąć „Obserwuj” w bocznym pasku, żeby nie przegapić nowych wpisów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz