Pewnego dnia znalazłam kokon, w którym pojawiła się mała szczelina.
Usiadłam obok i zaczęłam obserwować motyla, który z trudem próbował wydostać się na zewnątrz. Przez kilka godzin widziałam, jak przesuwa się w tę i z powrotem, walcząc o każdy milimetr.
Po jakimś czasie wydawało mi się, że motyl utknął. Dotarł tak daleko, jak potrafił… i dalej nic.
W mojej życzliwości pomyślałam: „Pomożemy mu.”
Wzięłam nożyczki i delikatnie przecięłam resztę kokonu.
Motyl wyszedł bez trudu - ale jego ciało było jeszcze opuchnięte, a skrzydła skurczone i słabe. Siedziałam obok, oczekując, że w końcu rozłoży skrzydła i poleci.
Nic takiego się nie wydarzyło.
Zamiast wzlecieć… pełzał po ziemi, niezdolny do lotu.
To, czego w mojej trosce nie dostrzegłam, to fakt, że wysiłek potrzebny do wydostania się przez ciasną szczelinę był niezbędny, by jego ciało i skrzydła mogły się umocnić. Bez tej walki nie był gotowy do lotu.
Refleksja
Czasem życie daje nam to, czego naprawdę potrzebujemy, nie to, o co prosimy.
Nie zawsze jest łatwo zrozumieć dlaczego.
Prosiłam o siłę…
Otrzymałam wyzwania.
Prosiłam o mądrość…
Otrzymałam zadania do rozwiązania.
Prosiłam o sukces…
Otrzymałam ciało i umysł do ciężkiej pracy.
Prosiłam o odwagę…
Otrzymałam przeszkody do pokonania.
Prosiłam o miłość…
Otrzymałam ludzi, którym mogłam pomóc.
Prosiłam o uznanie…
Otrzymałam okazje do rozwoju.
Nie zawsze dostajemy to, czego chcemy.
Ale czasem dostajemy to, czego naprawdę potrzebujemy - by wzrosnąć, rozwinąć się i móc polecieć wyżej.
Jeśli ten tekst poruszył Cię w jakiś sposób, podziel się w komentarzu tym, co dziś jest Twoim „kokonem” - albo czymś, co kiedyś Cię wzmocniło.

1 komentarz:
Piękne i jak prawdziwe
Prześlij komentarz