sobota, 24 stycznia 2026

Nie wiem, co mi jest. Ale nic mnie nie cieszy. I to chyba najgorsze.

Nie wiesz, jak to ubrać w słowa.

Bo nie boli Cię tak, żeby krzyczeć. Ale boli wystarczająco, żeby czuć, że coś się w Tobie po cichu psuje.

Nie wydarzyło się nic „wielkiego”.

Nie ma żadnego dramatu.

Masz gdzie mieszkać. Masz co jeść.

Masz ludzi wokół - może nawet bliskich.

Ale jest w Tobie jakaś dziura.

Pustka, która nie boli jak rana - tylko jak przestrzeń, której nic nie wypełnia. Znasz to?

Patrzysz na dziecko, partnera, psa - i… nic. Powinno cieszyć. Kiedyś cieszyło. Teraz tylko patrzysz, jak przez szybę.

Robisz kawę i nie wiesz po co. Wszystko robisz, bo trzeba. Bez smaku, bez sensu, bez pytania „czy ja tego chcę?”

Otwierasz ulubiony serial i po pięciu minutach masz ochotę go wyłączyć. Już nawet nie umiesz odpoczywać.

Ktoś Ci pisze: „Co tam u Ciebie?” - a Ty się złościsz. Bo nie chcesz tłumaczyć. Bo nie wiesz, co tam u Ciebie.

Przeglądasz telefon, ale nic Cię nie interesuje. Próbujesz spać, ale umysł się kręci w kółko. Albo gorzej - nic nie czujesz, nawet niepokój ucichł.

Zaczynasz płakać bez powodu. Albo nie potrafisz już płakać wcale.

I najgorsze jest to, że nie umiesz tego nazwać.

Nie masz „powodu”.

Nie ma etykiety. Nie ma hasła.

Jedyne, co umiesz powiedzieć, to:

 „Nie czuję nic. I już nawet nie wiem, czy to mnie martwi.”

Wyszukiwarka pełna jest takich pytań:

„Czemu nic mnie nie cieszy?”

„Czy to depresja, jeśli tylko nie chce mi się żyć?”

„Czemu czuję się pusta?”

„Czy jestem leniwa czy wypalona?”

„Dlaczego wszyscy sobie radzą, a ja nie?”

Ale odpowiedzi tam zwykle są zimne. Z podręcznika. A Tobie chodzi o coś więcej.

O to, żeby ktoś to wreszcie nazwał za Ciebie.

Żeby ktoś powiedział: „Widzę Cię. Nie jesteś dziwna. Nie jesteś popsuta”

Bo to się dzieje wielu z nas.

To się dzieje wtedy, gdy dusza za długo była pomijana.

Gdy musiała być silna, wytrzymała, odpowiedzialna, ogarnięta.

Gdy przez miesiące, może lata, mówiłaś sobie: „potem odpocznę”, „jeszcze trochę wytrzymam”, „inni mają gorzej”.

To się dzieje, kiedy serce milczy już tak długo, że zaczynamy myśleć, że zamilkło na zawsze.

A ono po prostu czeka.

Na zauważenie.

Na opiekę.

Na zgodę, żeby znów poczuć - cokolwiek.

Więc co teraz?

Nie musisz mieć planu.

Nie musisz iść do psychologa jutro rano.

Nie musisz nagle zacząć się uśmiechać.


Wystarczy, że dziś powiesz do siebie: „Widzę Cię. Wiem, że Ci ciężko.” ja staje przed lustrem co rano i mówię to do siebie (spróbuj)

Że nie uciszysz tego, co ciche.

Że nie zignorujesz siebie - jak wszyscy inni to robili.

Że dasz sobie spokój, nie presję.

To już bardzo dużo.

A może nawet - najwięcej.



Jeśli ten tekst Ci coś dał - może nadzieję, może ulgę - zostaw go komuś, kto też może tego dziś potrzebować. Czasem to jedno zdanie potrafi uratować więcej, niż się nam wydaje





Twoja obecność tutaj wiele dla mnie znaczy 💚 Jeśli chcesz, dołącz do grona obserwujących (przycisk po prawej stronie) i napisz kilka słów w komentarzu. A kawę postawisz klikając tutaj: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz