Bo nie boli Cię tak, żeby krzyczeć. Ale boli wystarczająco, żeby czuć, że coś się w Tobie po cichu psuje.
Nie wydarzyło się nic „wielkiego”.
Nie ma żadnego dramatu.
Masz gdzie mieszkać. Masz co jeść.
Masz ludzi wokół - może nawet bliskich.
Ale jest w Tobie jakaś dziura.
Pustka, która nie boli jak rana - tylko jak przestrzeń, której nic nie wypełnia. Znasz to?
Patrzysz na dziecko, partnera, psa - i… nic. Powinno cieszyć. Kiedyś cieszyło. Teraz tylko patrzysz, jak przez szybę.
Robisz kawę i nie wiesz po co. Wszystko robisz, bo trzeba. Bez smaku, bez sensu, bez pytania „czy ja tego chcę?”
Otwierasz ulubiony serial i po pięciu minutach masz ochotę go wyłączyć. Już nawet nie umiesz odpoczywać.
Ktoś Ci pisze: „Co tam u Ciebie?” - a Ty się złościsz. Bo nie chcesz tłumaczyć. Bo nie wiesz, co tam u Ciebie.
Przeglądasz telefon, ale nic Cię nie interesuje. Próbujesz spać, ale umysł się kręci w kółko. Albo gorzej - nic nie czujesz, nawet niepokój ucichł.
Zaczynasz płakać bez powodu. Albo nie potrafisz już płakać wcale.
I najgorsze jest to, że nie umiesz tego nazwać.
Nie masz „powodu”.
Nie ma etykiety. Nie ma hasła.
Jedyne, co umiesz powiedzieć, to:
„Nie czuję nic. I już nawet nie wiem, czy to mnie martwi.”
Wyszukiwarka pełna jest takich pytań:
„Czemu nic mnie nie cieszy?”
„Czy to depresja, jeśli tylko nie chce mi się żyć?”
„Czemu czuję się pusta?”
„Czy jestem leniwa czy wypalona?”
„Dlaczego wszyscy sobie radzą, a ja nie?”
Ale odpowiedzi tam zwykle są zimne. Z podręcznika. A Tobie chodzi o coś więcej.
O to, żeby ktoś to wreszcie nazwał za Ciebie.
Żeby ktoś powiedział: „Widzę Cię. Nie jesteś dziwna. Nie jesteś popsuta”
Bo to się dzieje wielu z nas.
To się dzieje wtedy, gdy dusza za długo była pomijana.
Gdy musiała być silna, wytrzymała, odpowiedzialna, ogarnięta.
Gdy przez miesiące, może lata, mówiłaś sobie: „potem odpocznę”, „jeszcze trochę wytrzymam”, „inni mają gorzej”.
To się dzieje, kiedy serce milczy już tak długo, że zaczynamy myśleć, że zamilkło na zawsze.
A ono po prostu czeka.
Na zauważenie.
Na opiekę.
Na zgodę, żeby znów poczuć - cokolwiek.
Więc co teraz?
Nie musisz mieć planu.
Nie musisz iść do psychologa jutro rano.
Nie musisz nagle zacząć się uśmiechać.
Wystarczy, że dziś powiesz do siebie: „Widzę Cię. Wiem, że Ci ciężko.” ja staje przed lustrem co rano i mówię to do siebie (spróbuj)
Że nie uciszysz tego, co ciche.
Że nie zignorujesz siebie - jak wszyscy inni to robili.
Że dasz sobie spokój, nie presję.
To już bardzo dużo.
A może nawet - najwięcej.
Jeśli ten tekst Ci coś dał - może nadzieję, może ulgę - zostaw go komuś, kto też może tego dziś potrzebować. Czasem to jedno zdanie potrafi uratować więcej, niż się nam wydaje
Twoja obecność tutaj wiele dla mnie znaczy 💚 Jeśli chcesz, dołącz do grona obserwujących (przycisk po prawej stronie) i napisz kilka słów w komentarzu. A kawę postawisz klikając tutaj:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz