niedziela, 1 lutego 2026

Gdyby jutra miało nie być…

Czasem łapię się na tym, że odkładam życie na później.

„Jeszcze nie teraz. Jeszcze przyjdzie czas. Jeszcze zdążę.”

A potem nagle myśl: a co, jeśli nie?

Co jeśli jutra po prostu… nie będzie?

Nie mówię tego, żeby straszyć. Nie chcę wywoływać lęku.

Ale może warto, choć na chwilę, stanąć w prawdzie:

nikt z nas nie ma gwarancji.

Znam kobietę, która mówi, że najbardziej żałuje ostatniej rozmowy z mamą.

Była zmęczona. Miała zły dzień. Mama zadzwoniła, a ona rzuciła:

„Nie teraz, oddzwonię później.”

Nie zdążyła.

To jedno zdanie dźwięczy w niej do dziś.


Ile razy my tak robimy?

Ile razy nie przytulimy, bo „później”?

Nie powiemy „kocham”, bo „to się przecież rozumie samo przez się”?

Nie odzywamy się, bo „jeszcze zdążymy”?


A co, jeśli nie?

Jak wygląda życie, gdybyśmy traktowali każdy dzień jak ostatni?


To nie znaczy rzucać wszystko i wyjeżdżać w Bieszczady (chociaż… czemu nie? 😉).

To znaczy coś innego. Coś cichszego. Głębszego.

To znaczy żyć świadomie.


To: - powiedzieć „kocham”, tak po prostu, bez powodu, w środku dnia.

- nie krzyczeć, kiedy można zamilknąć.

- odpuścić rację, żeby odzyskać bliskość.

- przytulić dziecko nie dlatego, że trzeba - tylko dlatego, że można.

- ugotować komuś kolację, zamiast wygłaszać wyrzuty.

- wysłać sms: „Jesteś dla mnie ważna. Żebyś wiedziała.”

- patrzeć ludziom w oczy. Z całym tym czułym „jestem tu”.


Czy dobrze jest tak żyć?


Dobrze… i czasem bardzo trudno.

Bo trzeba zdjąć zbroję.

Trzeba czuć. Trzeba być miękkim w świecie, który tak często nagradza twardość.


Ale jeśli masz odwagę, to takie życie zostawia w Tobie coś, co zostaje już na zawsze.


Minusy?

Wzruszasz się częściej. Czasem bardziej boli.

Widzisz więcej - także tego, co niedopowiedziane, zaniedbane, odsunięte.


Plusy?

Mniej żalu. Mniej niedokończonych rozmów.

Więcej obecności.

Więcej bliskości.

Więcej chwil, które nie przelatują między palcami.


Zastanawia mnie jedno:

Dlaczego najpiękniej mówimy o kimś… na pogrzebie?

Dlaczego mówimy „dziękuję”, „przepraszam”, „kochałem ją”…

dopiero wtedy, kiedy nie może już tego usłyszeć?


Przecież można wcześniej.

Można na ciepło. Na żywo. Na dziś.


Wiesz, kiedyś myślałam, że życie „jakby jutra miało nie być” to jakaś wielka rewolucja.

Jakieś dramatyczne decyzje, szalone podróże, całowanie ludzi na ulicy.

A teraz wiem, że to coś dużo prostszego.

To umieć powiedzieć „dziękuję” mężowi po trudnym dniu.

To zadzwonić do siostry nie dlatego, że czegoś potrzebujesz, tylko dlatego, że tęsknisz.

To być miękką tam, gdzie dawniej chciałam być silna.

To zostawić w kimś dobre słowo.

Zanim będzie za późno.


A Ty - co byś zrobił, gdybyś miał tylko dzisiaj?


Naprawdę. Dziś.


Z kim byś porozmawiał?

Za co przeprosił?

Komu powiedział „kocham”?

I dlaczego jeszcze tego nie robisz?



Nie wiemy, kto dziś potrzebuje właśnie takich słów. Ale może to właśnie Ty możesz je komuś przynieść.





Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz. Przycisk „Obserwuj” w bocznym pasku pozwoli Ci być zawsze na bieżąco. A kawę możesz postawić tutaj: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz