Siedziałam nad jeziorkiem nieopodal mojego domu. Fale cicho rozbijały się o brzeg, a ja wpatrywałam się w ich rytm. W tym dźwięku i obrazie było coś znajomego - jakby opowiadały historię mojego życia. Historie, które niosły moje radości, smutki, porażki i małe zwycięstwa.
Mojego ciała. Czułam, że każda jego część niesie wspomnienia i znaczenia, o których na co dzień zapominam.
Usta - niosą w sobie opowieść moich słów. Szeptanych, krzyczanych, pełnych miłości, złości i czułości. Uśmiechały się do tylu ludzi - tych najbliższych i zupełnie obcych - dając im choć chwilę światła. Pamiętam, jak kiedyś powiedziałam do obcej osoby w tramwaju: „Uśmiechnij się, wszystko będzie dobrze”. Nie wiedziałam wtedy, że to zdanie odmieni jej dzień - a może i życie.
Nos - wyłapuje zapachy, które przypominają. Zapach deszczu, który koi. Zapach ulubionej herbaty, który daje poczucie domu. Zapach osoby, której już nie ma, ale wciąż trwa we wspomnieniu. Dzięki niemu czuję życie głębiej, jakbym dotykała chwil, które minęły, ale wciąż są częścią mnie.
Oczy - widziały więcej niż cokolwiek innego. Łzy, spojrzenia, obrazy, które mnie zmieniły. Oczy zapamiętują, nawet jeśli serce próbuje zapomnieć. Przypominają mi o pierwszym zachodzie słońca, który oglądałam sama na wzgórzu, o spojrzeniu przyjaciela, które powiedziało: „Wierzę w Ciebie”, i o każdym uśmiechu, który dodał mi odwagi, kiedy czułam się niewidzialna.
Ręce - dźwigały, głaskały, tworzyły, tuliły. Niosły dobro, nawet gdy były zmęczone. Pamiętam, jak trzymałam dłoń przyjaciela, który płakał, bo czasem to, co możemy dać, to po prostu obecność. Ręce pomagały mi też w tworzeniu - w pisaniu listów, w układaniu kwiatów, w dawaniu pomocy komuś, kto czuł się samotny. Każde dotknięcie niosło w sobie troskę, która wracała jak echo.
Nogi - prowadziły mnie tam, gdzie bałam się iść. Przemierzały życiowe burze i wracały zawsze tam, gdzie moje miejsce. Dzięki nim wędrowałam przez nieznane miasta, lasy i ścieżki życia, czasem potykając się, czasem odnajdując nowe drogi, które wcześniej wydawały się niemożliwe. Prowadziły mnie do ludzi, którzy stawali się moimi nauczycielami, przyjaciółmi i aniołami w ludzkiej skórze.
Siedząc tam, nad jeziorkiem, poczułam, że moje ciało jest moją historią, moją codzienną magią. Każda blizna, każda linia, każdy ślad po uśmiechu i łzie ma znaczenie. Nie ma części mnie, która jest bez znaczenia. Wszystko, co przeżyłam, ukształtowało moją siłę i wrażliwość.
Pamiętam zimowy poranek, kiedy upadłam na oblodzonej ulicy. Bolało, ale w tym bólu była lekcja - moje nogi nadal mnie niosą, nawet gdy świat wydaje się nieprzyjazny. Pamiętam też chwilę, kiedy moje ręce wyciągnęłam do nieznajomej kobiety w parku, która płakała nad utraconą książką. Jej uśmiech był dla mnie dowodem, że dobro, które dajemy, wraca - czasem w najmniejszych gestach.
Oczy moje widziały też mrok - dni, kiedy czułam się zagubiona, niewidzialna, zbyt ciężka dla świata. Ale to w tych momentach dostrzegłam anioły - ludzi, którzy pojawili się w najmniej spodziewanych momentach, aby przypomnieć mi, że nie jestem sama. Mogła to być wiadomość: „Myślę o Tobie, jak się dziś czujesz?”, albo obcy człowiek, który podał mi dłoń. Każde takie spotkanie było światłem, które odbijało się w moich oczach, rozświetlając mrok.
Usta, nos, oczy, ręce i nogi - wszystko razem tworzy całość, którą mogę nazwać „moją mocą”. To codzienna magia - nie widowiskowa, nie spektakularna, ale cicha, głęboka i realna. Bo magia zaczyna się od akceptacji siebie, od uznania swojej wartości i historii.
I dzisiaj wiem jedno: nasze ciała, nasze doświadczenia, nasze codzienne drobne cuda - to wszystko, co nosimy w sobie, jest naszym światłem. Nie trzeba wielkich czynów, aby zmieniać świat - czasem wystarczy jeden uśmiech, jeden gest, jedna obecność. Czasem wystarczy, że będziemy sobą, w pełni i bez przepraszania.
Twoje ciało to mapa Twojego życia, Twoich zwycięstw i trudów, Twojej miłości i troski. Kiedy nauczysz się je widzieć, usłyszeć i pokochać, odkryjesz, że moc, której szukałaś w świecie, zawsze była w Tobie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz