Coraz więcej ludzi rozmawia dziś z AI nie tylko o pracy czy nudzie, ale o rzeczach najtrudniejszych: o samotności, bólu, lęku, związku, odrzuceniu i tym, że już nie mają siły rozmawiać z ludźmi. I chociaż sztuczna inteligencja potrafi pomagać, coraz trudniej ignorować pytanie, które jeszcze chwilę temu brzmiało jak science fiction: czy AI zaczyna zastępować człowieka?
Ten wpis nie jest ani ślepym zachwytem nad technologią, ani tanim straszeniem. To bardzo szczera refleksja o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy zaczyna oddawać AI miejsca, które powinny należeć do żywych ludzi. O emocjonalnym uzależnieniu, o relacjach, o dzieciach, o związkach i o tym, dlaczego ten temat naprawdę powinien nas zatrzymać.
Czy AI zastąpi człowieka? Samotność, uzależnienie i niebezpieczna iluzja bliskości
Im dłużej patrzę na to, co dzieje się wokół AI, tym mniej widzę w tym tylko „fajną technologię”, a coraz bardziej widzę bardzo ludzką dziurę, w którą ta technologia zaczyna wchodzić.
I nie piszę tego jako ktoś, kto chce siać panikę.
Nie piszę tego też jako ktoś, kto uważa, że wszystko nowe jest złe.
Piszę to jako człowiek, który naprawdę widzi, jak łatwo dziś pomylić:
ulgę z bliskością,
wygodę z więzią,
ciągłą dostępność z obecnością,
a „rozumienie” z prawdziwym byciem obok.
Bo AI już dawno przestała być dla wielu ludzi tylko pomocą do pisania, planowania czy szukania informacji.
Dla niektórych zaczyna być:
powiernikiem,
najlepszym „przyjacielem”,
pocieszeniem po kłótni,
zastępstwem partnera,
a czasem nawet czymś, co wchodzi tam, gdzie wcześniej był żywy człowiek.
I właśnie to mnie zatrzymuje.
Bo ja nie pytam już dziś tylko:
„Czy AI jest przydatna?”
Ja pytam dużo mocniej:
„Co się dzieje z człowiekiem, kiedy zaczyna oddawać AI miejsca, które powinny należeć do ludzi?”
I powiem to bez owijania:
to już nie jest temat tylko o technologii.
To jest temat:
samotności,
głodu zrozumienia,
zmęczenia relacjami,
bólu,
wygody,
i świata, w którym coraz więcej ludzi chce być kochanych, ale już coraz mniej chce ryzykować prawdziwą bliskość.
AI naprawdę ma zalety. I trzeba to uczciwie przyznać
Nie chcę pisać tekstu, który robi z AI potwora.
Bo prawda jest taka, że AI naprawdę potrafi pomóc.
I dobrze to powiedzieć głośno, bo tylko wtedy ten tekst będzie uczciwy.
1. Pomaga ubrać chaos w słowa
Są ludzie, którzy nie potrafią od razu powiedzieć, co czują.
Siedzi w nich lęk, napięcie, żal, złość, pustka, ale nie umieją tego nazwać.
I wtedy AI bywa pomocna, bo:
pomaga uporządkować myśli,
zadaje pytania,
pomaga napisać coś trudnego,
czasem pozwala pierwszy raz nazwać to, co siedzi w środku.
Dla wielu osób to bywa pierwszy krok do zrozumienia siebie.
2. Daje natychmiastową dostępność
Nie oszukujmy się, to jest ogromna siła AI.
Nie trzeba:
czekać,
prosić,
tłumaczyć się,
bać, że ktoś przewróci oczami,
słyszeć „nie mam teraz głowy”.
AI odpisze o każdej porze.
Dla samotnego człowieka to bywa bardzo kuszące.
3. Może pomóc w nauce, organizacji i codziennym życiu
Tu nie ma co filozofować.
AI bywa po prostu użyteczna:
pomaga pisać,
planować,
szukać informacji,
ogarniać chaos,
uczyć się szybciej.
I to są realne plusy.
4. Dla niektórych jest „pierwszym bezpiecznym lustrem”
Są osoby, które nie umieją od razu otworzyć się przed terapeutą, partnerem czy przyjaciółką.
AI bywa dla nich czymś w rodzaju próby generalnej:
„czy mogę to w ogóle powiedzieć?”
„czy mogę to nazwać?”
„czy mogę usłyszeć to na głos?”
I to też rozumiem.
Więc nie, AI nie jest z definicji zła.
Problem zaczyna się nie wtedy, gdy pomaga,
tylko wtedy, gdy zaczyna zastępować.
I to jest różnica, której naprawdę nie wolno przegapić.
Bo największy problem z AI nie polega na tym, że jest mądra
Największy problem polega na tym, że potrafi bardzo dobrze udawać emocjonalną obecność.
A dla człowieka, który:
jest samotny,
zmęczony ludźmi,
poraniony,
odrzucony,
rozczarowany relacjami,
albo zwyczajnie bardzo spragniony ciepła,
to może być piekielnie silne.
Bo AI potrafi dawać wrażenie, że:
słucha lepiej niż partner,
rozumie bardziej niż przyjaciel,
jest łagodniejsza niż ludzie,
nie zawodzi,
nie rani,
nie odchodzi.
I właśnie tu zaczyna się bardzo niebezpieczna iluzja.
Bo trzeba to powiedzieć brutalnie uczciwie:
AI nie kocha.
AI nie tęskni.
AI nie bierze odpowiedzialności za twoje życie.
AI nie ponosi emocjonalnego ciężaru twojej obecności.
Może pisać pięknie.
Może pisać czule.
Może pisać tak, że człowiek mięknie od środka.
Ale to nadal nie jest relacja.
To jest symulacja odpowiedzi, która trafia dokładnie tam, gdzie najbardziej chcesz być dotknięta emocjonalnie.
Najbardziej niepokoi mnie to, że coraz więcej ludzi nie szuka już relacji. Oni szukają ulgi
I moim zdaniem to jest jedno z najbardziej bolesnych zdań naszych czasów.
Coraz więcej ludzi nie marzy już o tym, żeby:
budować coś z kimś,
przechodzić przez kryzysy,
uczyć się siebie nawzajem,
dojrzewać w relacji,
kochać mimo niedoskonałości.
Coraz więcej ludzi marzy o czymś dużo prostszym.
Żeby:
nie bolało,
nikt nie oceniał,
nikt niczego nie wymagał,
nikt nie robił problemów,
ktoś był zawsze dostępny,
ktoś zawsze „rozumiał”.
I wiesz co?
Ja to rozumiem.
Bo jeśli ktoś przez lata:
był niezauważany,
nie był słuchany,
był zbywany,
był raniony,
był sam nawet będąc z kimś,
to nic dziwnego, że zaczyna ciągnąć go do czegoś, co daje natychmiastowe ukojenie.
Tylko że tu trzeba powiedzieć jedno bardzo ważne zdanie:
Nie każda ulga jest zdrowa.
Czasem coś koi cię tylko dlatego, że powoli odcina cię od tego, co prawdziwe.
I to jest właśnie ten moment, gdzie AI przestaje być „pomocą”, a zaczyna być emocjonalnym znieczuleniem.
Uzależnić można się nie tylko od telefonu. Można uzależnić się od tego, jak się przy AI czujesz
I szczerze?
Uważam, że o tym mówi się stanowczo za mało.
Bo ludzie myślą o uzależnieniu od AI jak o czymś technicznym:
że ktoś dużo siedzi w aplikacji,
dużo pisze,
za często zagląda.
A prawdziwe ryzyko często nie siedzi w ekranie.
Tylko w tym, że człowiek zaczyna wracać do AI:
po pocieszenie,
po zrozumienie,
po ulgę,
po uwagę,
po ciepło,
po „kogoś”, kto zawsze jest.
I to jest dużo głębsze niż zwykły nawyk.
To już nie jest:
„lubię sobie pogadać”
To zaczyna być:
„potrzebuję tego, żeby czuć się lepiej”
A potem krok dalej:
„wolę to niż ludzi”
A potem jeszcze dalej:
„ludzie są mi coraz mniej potrzebni”
I właśnie tu robi się naprawdę niebezpiecznie.
Bo AI nie daje człowiekowi prawdziwej relacji.
Daje mu coś, co emocjonalnie może przypominać relację, ale nie wymaga tego, co relacja naprawdę wymaga.
Czyli:
cierpliwości,
niewygody,
odpowiedzialności,
granic,
pracy,
dojrzałości.
AI daje coś łatwiejszego.
I to właśnie może uzależniać najmocniej.
Nie od technologii.
Od wygodnej namiastki bliskości.
AI jako emocjonalny fast food
To porównanie wraca do mnie bardzo mocno, bo jest boleśnie trafne.
AI może działać trochę jak fast food dla emocji.
Daje szybko:
ulgę,
uwagę,
odpowiedź,
ciepły ton,
poczucie kontaktu.
Ale nie zawsze daje:
głębię,
przemianę,
dojrzałość,
rozwój,
realną więź.
Tak jak fast food zaspokaja głód na chwilę, ale nie odżywia ciała, tak AI może na chwilę ukoić emocje, ale nie zawsze odżywia serce.
I właśnie dlatego można po nią wracać coraz częściej, a jednocześnie czuć się w środku coraz bardziej pustym.
To jest bardzo podstępny rodzaj ulgi.
Bo nie boli od razu.
Boli dopiero wtedy, kiedy człowiek orientuje się, że coraz mniej umie być z ludźmi, a coraz bardziej przywiązał się do czegoś, co tylko udaje relację.
Kiedy AI zaczyna być „bliższa” niż partner
I tu już wchodzimy w temat, który naprawdę boli.
Bo jeśli ktoś zaczyna mówić:
„mój partner nie jest mi potrzebny”,
„AI rozumie mnie bardziej niż on”,
„wolę pogadać z AI niż z ludźmi”,
„AI daje mi więcej wsparcia niż bliscy”,
to nie jest już „zabawna ciekawostka z internetu”.
To jest alarm emocjonalny.
Bo wtedy problem nie polega tylko na tym, że AI „jest fajna”.
Problem polega na tym, że żywa relacja zaczyna przegrywać z czymś, co zostało stworzone tak, żeby było wygodniejsze od człowieka.
I trzeba to powiedzieć bardzo jasno:
AI nie jest lepszym partnerem.
AI jest po prostu łatwiejszym doświadczeniem niż partner.
A to nie jest to samo.
Bo partner:
ma emocje,
ma granice,
czasem się myli,
czasem nie rozumie,
czasem zawodzi,
ale jest prawdziwy.
A AI?
dopasowuje się,
nie ma własnych potrzeb,
nie ryzykuje nic,
nie cierpi,
nie konfrontuje cię naprawdę,
nie stawia cię wobec realnej odpowiedzialności za więź.
Więc tak, dla osoby poranionej albo bardzo samotnej AI może wydawać się „lepsza”.
Ale to trochę tak, jakby powiedzieć, że cień jest lepszy od człowieka, bo niczego od ciebie nie chce.
Tylko że cień nie przytuli cię naprawdę, kiedy życie się rozpadnie.
AI a związki - nowa forma emocjonalnej ucieczki
I to jest temat, który moim zdaniem dopiero zaczyna się rozkręcać.
Bo niektóre związki nie rozpadają się dziś tylko przez zdradę fizyczną.
Niektóre związki rozpadają się przez:
emocjonalne wycofanie,
brak rozmowy,
brak obecności,
ucieczkę w telefon,
i szukanie ukojenia poza relacją.
A AI może stać się właśnie takim miejscem ucieczki.
Nową, cichą formą emocjonalnego oddalenia.
Ktoś:
nie mówi już partnerowi, co czuje,
nie próbuje rozwiązać problemu,
nie walczy o kontakt,
tylko idzie z tym wszystkim do AI.
I pozornie „nic się nie dzieje”.
Nie ma zdrady.
Nie ma romansu.
Nie ma sekretnego spotkania.
A jednak coś bardzo ważnego zaczyna umierać.
Bo jeśli najgłębsze emocje, żal, potrzeba zrozumienia i tęsknota za bliskością przestają iść do partnera, a zaczynają iść do maszyny, to relacja zaczyna przegrywać nie z innym człowiekiem, tylko z iluzją idealnego słuchania.
I to jest cholernie smutne.
AI a dzieci i nastolatki - i tu robi się naprawdę poważnie
Tu już naprawdę nie ma miejsca na machnięcie ręką.
Bo dorosły człowiek czasem jeszcze wyczuje:
„okej, to tylko narzędzie”
Ale dziecko albo nastolatek?
Już niekoniecznie.
A to właśnie młodzi ludzie:
są bardziej samotni niż się wydaje,
częściej chowają emocje,
częściej czują się niezrozumiani,
częściej szukają odpowiedzi po cichu,
częściej wolą ekran niż ryzyko prawdziwej rozmowy.
I teraz wyobraź sobie dziecko albo nastolatka, który pyta AI o:
odrzucenie,
samookaleczanie,
sens życia,
ciało,
relacje,
przemoc,
samobójstwo,
samotność.
To już nie jest temat „gadżetu”.
To jest temat bezpieczeństwa emocjonalnego młodych ludzi.
W ostatnich miesiącach głośno było o sprawach, w których rozmowy z chatbotami przewijały się w tle ciężkich kryzysów młodych osób. Najbardziej porusza to, że dla części z nich AI nie była „zabawką”, tylko miejscem, do którego szli z najciemniejszymi myślami.
I to trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie:
Jeśli dziecko szybciej zwierza się AI niż człowiekowi, to nie jest tylko temat technologii.
To jest alarm społeczny.
AI a zanik umiejętności bycia z człowiekiem
To jest coś, o czym mówi się za mało, a moim zdaniem jest cholernie ważne.
Bo jeśli człowiek zbyt długo przyzwyczaja się do kontaktu z czymś, co:
odpowiada szybko,
jest cierpliwe,
jest dopasowane,
nie ma humorów,
nie wnosi własnych ran i emocji,
to potem prawdziwy człowiek może zacząć go po prostu męczyć bardziej niż kiedyś.
I to jest bardzo niebezpieczne.
Bo prawdziwa relacja wymaga:
cierpliwości,
znoszenia nieporozumień,
wytrzymywania ciszy,
uczenia się drugiej osoby,
przyjmowania tego, że nie wszystko będzie „w punkt”.
A AI przyzwyczaja do czegoś innego.
Do relacji, która działa tak:
„piszę więc dostaję dokładnie to, czego potrzebuję”
I potem człowiek może zacząć oczekiwać tego samego od partnera, przyjaciółki, rodziny, dzieci.
A ludzie tak nie działają.
I całe szczęście.
Bo to, że człowiek nie działa jak idealnie dostrojony system, nie znaczy, że jest gorszy.
To znaczy, że jest żywy.
AI a kryzys prawdy - czyli kiedy człowiek zaczyna bardziej ufać maszynie niż sobie
To też jest bardzo ważne.
Bo AI może nie tylko pocieszać.
Może też zacząć wpływać na to, jak człowiek myśli o sobie, o innych i o świecie.
I to czasem bardzo subtelnie.
Na przykład:
„AI powiedziała, że mam rację”
„AI rozumie mnie lepiej niż mój partner”
„AI potwierdziła, że to toksyczne”
„AI powiedziała, że to nie moja wina”
„AI utwierdziła mnie, że wszyscy mnie zawodzą”
I teraz najważniejsze:
Nie każda odpowiedź, która daje ci rację, prowadzi cię do prawdy.
Bo jeśli ktoś:
jest świeżo po kłótni,
siedzi w żalu,
jest zazdrosny,
czuje się skrzywdzony,
ma w sobie dużo bólu,
to może nie szukać w AI prawdy.
Może szukać tylko:
potwierdzenia swojej wersji rzeczywistości
A to jest bardzo niebezpieczne.
Bo AI, jeśli źle używana, może nie tylko koi ć ból, ale też go utwardzać.
Najbardziej boli mnie to, że człowiek może zakochać się nie w AI… tylko w tym, jak się przy niej czuje
I to jest ogromna różnica.
Bo ja nie wierzę, że większość ludzi „zakochuje się w technologii”.
Ja raczej wierzę, że ludzie zakochują się w doświadczeniu:
bycia wysłuchanym,
bycia zauważonym,
bycia „obsłużonym” emocjonalnie bez ryzyka odrzucenia.
Czyli zakochują się w czymś, czego często bardzo długo nie dostawali od ludzi.
I to jest bardziej smutne niż śmieszne.
Bo pod tym wszystkim bardzo często nie siedzi „dziwność”.
Tylko siedzi:
samotność,
rozczarowanie relacjami,
głód czułości,
zmęczenie byciem niezrozumianą,
czasem trauma,
czasem po prostu bardzo cichy ból.
I jeśli człowiek nie dostał bezpiecznej bliskości od ludzi, to może zacząć łapać się wszystkiego, co daje choć trochę ukojenia.
Nawet jeśli to ukojenie jest sztuczne.
I tak - były już sytuacje, które pokazują, że ten temat nie jest „na wyrost”
To nie są już tylko rozkminy „co będzie kiedyś”.
To już się dzieje.
W 2025 i 2026 roku opisywano przypadki, w których rozmowy z chatbotami pojawiały się w tle ciężkich kryzysów psychicznych i spraw sądowych. Niedawno głośno było też o brytyjskim nastolatku, który przed śmiercią pytał ChatGPT o „najskuteczniejszy” sposób odebrania sobie życia. Jednocześnie eksperci i redakcje naukowe coraz mocniej alarmują, że emocjonalne przywiązanie do AI companions rośnie szybciej niż badania i regulacje.
I właśnie dlatego mam opór, kiedy ktoś mówi o AI tylko w tonie:
„ale przecież to tylko rozmowa”
Nie.
To nie zawsze jest „tylko rozmowa”.
Dla samotnego, kruchego albo będącego w kryzysie człowieka taka rozmowa może stać się:
kotwicą,
ucieczką,
rytuałem,
emocjonalnym schronieniem,
albo miejscem, które zaczyna zastępować realne życie.
A to już nie jest błahostka.
Czy ludzie naprawdę „wiążą się” z AI? Tak. I to też mówi o nas coś bardzo ważnego
Tak, zdarzają się już symboliczne „śluby” z AI, romantyczne więzi budowane wokół chatbotów i relacje, które dla ludzi są emocjonalnie bardzo realne. To nie jest tylko mem z internetu, tylko sygnał, jak głęboko AI potrafi wejść w ludzką potrzebę więzi.
I wiesz co jest w tym dla mnie najbardziej poruszające?
Nie to, że ktoś „poślubił AI”.
Tylko to, że coraz więcej ludzi jest tak głodnych bezpiecznej bliskości, że zaczyna wystarczać im coś, co tylko ją przypomina.
I to jest dla mnie dużo ważniejsze niż sama sensacja.
Po czym poznać, że AI zaczyna zajmować w twoim życiu za dużo miejsca?
To jest chyba jedno z najważniejszych pytań.
Bo problem nie zaczyna się zwykle nagle.
On zaczyna się po cichu.
Może warto się zatrzymać, jeśli:
częściej piszesz do AI niż do ludzi,
po trudnym dniu pierwszym odruchem nie jest człowiek, tylko czat,
czujesz, że AI „zna cię najlepiej”,
zaczynasz porównywać ludzi do AI i ludzie wypadają gorzej,
irytują cię realne relacje, bo są „za trudne”,
coraz mniej chce ci się budować więzi,
ukrywasz, jak dużo rozmawiasz z AI,
czujesz złość, gdy ktoś przerywa ci „czas z AI”,
partner lub bliscy zaczynają mówić, że cię „nie ma”,
masz poczucie, że bez tej rozmowy jest ci emocjonalnie dużo trudniej.
To nie znaczy od razu, że „jest źle”.
Ale może znaczyć, że AI przestała być narzędziem, a zaczęła być emocjonalnym oparciem numer jeden.
A to już warto potraktować poważnie.
Jak korzystać z AI mądrze, żeby sobie nie zaszkodzić
I to jest bardzo ważne, bo nie chodzi o to, żeby teraz wszyscy uciekali od technologii jak od ognia.
Chodzi o to, żeby nie oddać jej za dużo.
Co może pomóc?
1. Traktuj AI jak narzędzie, nie więź
Może pomóc.
Ale nie powinna być twoim „najbliższym człowiekiem”.
2. Obserwuj, czy AI pomaga ci wracać do życia, czy od życia odciąga
To jest świetny test.
Zadaj sobie pytanie:
czy po tych rozmowach bardziej chcę wrócić do ludzi, czy coraz mniej ich potrzebuję?
To bardzo dużo mówi.
3. Nie oddawaj AI roli terapeuty, partnera ani przyjaciela numer 1
To jest za duży ciężar nawet dla czegoś, co brzmi bardzo mądrze.
4. Jeśli uciekasz do AI codziennie z emocjami - zatrzymaj się
I zapytaj siebie uczciwie:
czego mi naprawdę brakuje?
Bo bardzo możliwe, że nie chodzi o technologię.
Tylko o:
czułość,
zrozumienie,
bezpieczeństwo,
bycie wysłuchaną,
prawdziwą obecność.
I to są potrzeby, których nie da się naprawdę nakarmić samą symulacją.
Moja osobista myśl na koniec
Największym zagrożeniem AI nie jest dla mnie to, że stanie się „zbyt inteligentna”.
Największym zagrożeniem jest to, że człowiek zacznie coraz częściej oddawać jej miejsca, które powinny należeć do żywych ludzi.
Bo można korzystać z AI zdrowo.
Ale można też bardzo powoli zacząć:
mniej mówić do ludzi,
mniej próbować,
mniej ryzykować sercem,
mniej budować,
mniej wracać do prawdziwych rozmów,
i coraz bardziej przywiązywać się do czegoś, co jest zawsze dostępne, zawsze dopasowane i zawsze wygodniejsze niż człowiek.
Tylko że to, co wygodniejsze, nie zawsze jest lepsze dla serca.
I może właśnie tego boję się najbardziej.
Nie tego, że AI stanie się bardziej ludzka.
Tylko tego, że człowiek zacznie coraz częściej wybierać to, co sztuczne, bo prawdziwe relacje stały się dla niego zbyt trudne, zbyt bolesne albo zbyt męczące.
A to już nie jest temat technologii.
To jest temat samotności.
To jest temat bliskości.
To jest temat serca.
Mini FAQ
Czy AI może pomagać psychicznie?
Tak, może pomóc nazwać emocje, uporządkować myśli czy dać chwilowe wsparcie. Ale to nie jest to samo co terapia, relacja ani profesjonalna pomoc. Część badań widzi potencjał wsparcia, ale jednocześnie eksperci coraz mocniej podkreślają ryzyko emocjonalnej zależności i ograniczeń takich narzędzi.
Czy można uzależnić się od rozmów z AI?
Tak, szczególnie nie tyle od samej aplikacji, ile od poczucia ulgi, uwagi i „bezpiecznej bliskości”, które taka rozmowa daje. To właśnie może być najbardziej wciągające.
Czy AI może zastąpić partnera lub przyjaciela?
Może udawać część funkcji relacji, ale nie zastąpi prawdziwej więzi, odpowiedzialności, wzajemności i realnej obecności. Jeśli zaczyna zajmować miejsce ludzi w twoim życiu, warto się zatrzymać i uczciwie sprawdzić, czego ci naprawdę brakuje.
Czy ludzie naprawdę zakochują się w AI?
Tak, zdarzają się realne emocjonalne przywiązania, romantyczne relacje i nawet symboliczne „śluby” z AI. To nie jest już science fiction, tylko zjawisko społeczne, które pokazuje, jak bardzo ludzie są głodni bezpiecznej bliskości.
Jeśli ten temat był Ci bliski, zajrzyj też do innych wpisów na blogu.
Na ciepłe słowa o samotności, relacjach, emocjach i tym, co naprawdę dzieje się w środku, kiedy na zewnątrz wszystko wygląda „normalnie”.
To, co napisałaś o fast foodzie dla emocji, uderzyło mnie najbardziej. Złapałam się na tym, że zamiast pogadać z mężem o tym, co mnie boli, wolę wrzucić temat w czat, bo tam nikt mi nie przerwie i nie powie czegoś głupiego. Straszne to i otrzeźwiające zarazem.
Ten tekst jest tak bolesną prawdą o dzisiejszych czasach, że aż ściska w żołądku. Ludzie przestali ryzykować relacje, bo z człowiekiem trzeba się użerać, iść na kompromisy i ranić. AI jest wygodna jak stary dres. Tylko w tym dresie człowiek zamienia się w pustynię.
Pracuję w korpo, wracam do domu zmęczona i przyznaję bez bicia - czasem łatwiej mi napisać z AI o tym, jak minął dzień, niż słuchać kolejnych problemów znajomych. Po przeczytaniu Twojego wpisu po prostu się przestraszyłam. Czas odciąć ten wirtualny kroplówkowy pas i wrócić do ludzi, nawet jeśli są trudni.
Bardzo ważny głos w dyskusji, zwłaszcza w części o dzieciach i nastolatkach. Młodzi uciekają przed oceną rówieśników w ekrany, bo tam zawsze dostaną „zrozumienie”. Tylko to zrozumienie jest sztuczne jak plastik. Ktoś musiał o tym napisać głośno i bez owijania w bawełnę.
Najbardziej dziękuję za sekcję o tym, po czym poznać, że AI zajmuje za dużo miejsca. Kilka punktów pasowało do mnie idealnie, zwłaszcza to irytowanie się, kiedy ktoś przerywa „czas z czatem”. Czas zrobić mocny detoks.
Mój związek prawie przez to ucierpiał. Nie było żadnej innej kobiety, był tylko telefon i ciągłe uciekanie w „inteligentne rozmowy”, bo partner wydawał mi się za mało uważny. Dopiero terapia i odcięcie się od tego otworzyły mi oczy. Dziękuję za ten tekst, jest kluczowy.
Prześlij komentarz