AdSense

niedziela, 20 września 2026

Mówię, że wszystko jest OK… ale to nie jest prawda

kobieta przed lustrem wymusza uśmiech
 Wiesz, ja ostatnio coraz częściej łapię się na tym, jak bardzo automatyczne stało się w nas mówienie, że wszystko jest dobrze, kiedy ktoś nas o to pyta, i nie chodzi nawet o to, że my świadomie chcemy kogoś oszukać albo coś ukryć, tylko raczej o to, że to już w nas siedzi tak głęboko, że zanim zdążymy się zastanowić, co tak naprawdę czujemy, to już pada odpowiedź, że „OK, wszystko w porządku”, i dopiero później gdzieś w środku pojawia się refleksja, że to wcale nie było takie proste i jednoznaczne.

I myślę sobie, że to nie jest tylko moja historia, bo ja widzę to w rozmowach, które prowadzę z ludźmi, albo nawet w takich zwykłych codziennych sytuacjach, kiedy ktoś pyta kogoś na szybko „co tam u Ciebie”, a druga osoba odpowiada z takim lekkim uśmiechem, że „no dobrze, jakoś leci”, mimo że często wcale nie chodzi o to, że wszystko jest dobrze, tylko raczej o to, że nie ma przestrzeni, żeby w tym momencie zacząć coś tłumaczyć, albo że nie chce się wchodzić w coś trudnego, bo dzień jest szybki, bo ktoś stoi obok, bo nie wiadomo jak druga strona to przyjmie.

I ja sama się na tym łapię, że czasem mówię „jest OK” nawet wtedy, kiedy wcale nie jest tak do końca OK, i nie dlatego, że coś wielkiego się dzieje, tylko dlatego, że w środku jest zmęczenie, jakieś napięcie, czasem lekki chaos, którego nie da się tak łatwo ubrać w słowa, i wtedy ta jedna bezpieczna odpowiedź wydaje się najprostsza, najmniej wymagająca, taka, która pozwala przejść dalej bez zatrzymywania się na tym, co niewygodne.

I chyba w tym wszystkim najbardziej uderza mnie to, jak bardzo nauczyliśmy się tego, żeby nie pokazywać, co się naprawdę dzieje, bo gdzieś w tle bardzo często mamy przekonanie, że nie wypada obciążać innych swoimi sprawami, że każdy ma swoje życie, swoje problemy, że „inni mają gorzej”, więc lepiej po prostu uśmiechnąć się i powiedzieć, że wszystko gra, nawet jeśli w środku coś jest zupełnie inaczej, i ja pamiętam takie zdanie z domu, które kiedyś słyszałam, że „nie wynosi się rzeczy z domu”, i choć ono samo w sobie może miało chronić prywatność, to jednak dla mnie i myślę, że dla wielu osób, stało się czymś, co nauczyło nas milczenia, nawet wtedy, kiedy w środku naprawdę coś się działo.

I potem dorastasz z tym bardzo cichym mechanizmem, który działa prawie niezauważalnie, bo nawet kiedy jesteś już dorosła, nawet kiedy masz swoje życie, swoje decyzje, swoje doświadczenia, to wciąż w wielu sytuacjach pierwszą reakcją jest to „wszystko dobrze”, i dopiero później, czasem dużo później, przychodzi moment, kiedy czujesz, że to „dobrze” było tylko powierzchnią, pod którą siedzi coś więcej.

I ja widzę też coś jeszcze, co jest bardzo ludzkie, że kiedy ktoś już odważy się powiedzieć trochę więcej, kiedy ktoś nie zatrzyma się na tym automatycznym „OK”, tylko powie, że jest mu trudno, że coś się sypie, że ma gorszy czas, to reakcje innych ludzi często nie wynikają ze złej woli, tylko raczej z bezradności, bo my naprawdę nie zawsze umiemy być przy cudzym bólu, szczególnie wtedy, kiedy sami też nie mamy do końca poukładanych swoich rzeczy, i wtedy pojawiają się takie zdania, które każdy zna, że „inni mają gorzej”, że „to minie”, że „weź się w garść”, i choć one czasem mają być pocieszające, to często powodują, że człowiek jeszcze bardziej się zamyka i wraca do swojej wersji „OK”, bo przynajmniej ona jest bezpieczna.

I w tym wszystkim jest coś bardzo smutnego, ale jednocześnie bardzo ludzkiego, bo wychodzi na to, że wszyscy trochę gramy w tę samą grę, w której pokazujemy światu swoją wersję „ogarniętą”, a potem wracamy do siebie i zostajemy z tym, czego już nie pokazaliśmy nikomu, i czasem to są drobiazgi, a czasem rzeczy, które siedzą w nas dużo głębiej, tylko nie mamy odwagi ich wypowiedzieć, bo nie chcemy być „tym ciężarem”, nie chcemy psuć atmosfery, nie chcemy wyjść poza to, co społecznie akceptowalne.

I ja ostatnio coraz bardziej czuję, że w tym całym „wszystko OK” tracimy coś bardzo ważnego, bo tracimy momenty, w których moglibyśmy naprawdę się zobaczyć, tak bez tej warstwy, bez tej kontroli, bez udawania, że wszystko jest idealne, i kiedy zdarza się, że ktoś jednak mówi prawdę, a ktoś drugi nie ucieka od tego, tylko zostaje i wysłucha, to wtedy nagle okazuje się, że to „nie jestem jedyna” nie jest pustym zdaniem, tylko czymś, co naprawdę przynosi ulgę, bo nagle przestajesz być sama w swoim doświadczeniu.

I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi, żeby nie zawsze odpowiadać „OK” tylko dlatego, że tak jest łatwiej, tylko żeby czasem pozwolić sobie na trochę więcej prawdy, nawet jeśli nie jest idealnie ułożona, nawet jeśli nie da się jej zamknąć w jednym zdaniu, bo być może w tym „trochę więcej” zaczyna się coś, co jest bliższe prawdziwemu kontaktowi z drugim człowiekiem.



Czasem mówimy, że wszystko jest w porządku nie dlatego, że tak naprawdę jest, ale dlatego, że tak jest łatwiej. Nie zawsze trzeba mieć siłę, żeby wszystko tłumaczyć i nazywać. Ważne jest tylko to, żeby pamiętać, że pod tym „OK” też jesteś Ty.







Jakie mysli wzbudzil ten wpis?
Anonimowy

Bardzo prawdziwy tekst. To niesamowite, jak często mówimy „wszystko dobrze”, zanim w ogóle zdążymy sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest. Chyba warto czasem zatrzymać się na chwilę i dać sobie prawo do odpowiedzi innej niż OK

Anonimowy

To nasze „wszystko OK” bardzo często znaczy o wiele więcej, niż jesteśmy gotowi powiedzieć. Pięknie napisane.

Anonimowy

Chyba każdy z nas ma taką wersję siebie, która uśmiecha się wtedy, kiedy w środku wcale nie jest do śmiechu. Dobrze, że powstają teksty, które przypominają, że nie zawsze trzeba być dzielnym.

Anonimowy

Zastanawiam się, ile razy naprawdę pytamy drugiego człowieka „co u Ciebie?”, a ile razy robimy to tylko jako formę grzeczności. Może warto czasem naprawdę poczekać na odpowiedź.

Anonimowy

Piękne jest to, że szczerość nie zawsze musi oznaczać wielkie zwierzenia. Czasem wystarczy powiedzieć: „dzisiaj mam trochę trudniejszy dzień”. I już robi się w tym więcej prawdy.

Prześlij komentarz