środa, 31 grudnia 2025

Codziennie małe rzeczy

 Czasami sobie myślę, że świat naprawdę nie potrzebuje wielkich bohaterów z peleryną. Potrzebuje ludzi, którzy robią drobne dobre rzeczy - tak zwyczajnie, po cichu, z serca. Było kiedyś takie zdarzenie, które mocno we mnie zostało. Codziennie chodziłam do tej samej piekarni. Zwykłe miejsce - kilka bułek, trochę ciastek, czasem kawa. Za ladą pani Kasia, miła, ale zawsze jakaś taka zmęczona. Aż któregoś dnia przede mną w kolejce stanął starszy pan. Siwy, z pogodną twarzą. Spojrzał na panią Kasię i zamiast zwykłego „poproszę dwa kajzerki”, powiedział:

- A pani to dziś jak promyk słońca w tej piekarni! Tylko bułki się przy pani rumienią!

I wiecie co? Pani Kasia się roześmiała. Tak prawdziwie. Jakby na chwilę zapomniała o tym wszystkim, co ją przygniata. I ja też się uśmiechnęłam. A potem, przez całą resztę dnia, miałam w sobie coś ciepłego.

Zaczęłam wtedy bardziej zwracać uwagę na takie drobne gesty. Na to, że czasem wystarczy jedno dobre słowo, żeby komuś ulżyło. Jedno spojrzenie. Jeden żart. Jeden uśmiech. Od tamtej pory staram się codziennie zrobić coś dobrego. Czasem po prostu powiem coś miłego kasjerce w sklepie. Innym razem ustąpię komuś miejsca albo pochwalę dzieciaka, który zrobił coś fajnego. Niby nic wielkiego. Ale może właśnie to „nic wielkiego” potrafi zmienić komuś dzień?

Nie wiem, może to naiwne. Ale ja wierzę, że te drobne rzeczy mają znaczenie. Może nawet większe niż nam się wydaje.

Morał?

Nie musisz być idealny. Nie musisz mieć pieniędzy, wpływów, czasu. Czasem wystarczy być dobrym człowiekiem. I każdego dnia zrobić jedną dobrą rzecz - choćby maleńką.






 Jeśli masz ochotę, zostaw komentarz – bardzo lubię je czytać. Możesz też kliknąć „Obserwuj” w bocznym pasku, by nie przegapić nowych wpisów. A kawę możesz postawić tutaj: 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Nie prosisz, żeby nie stracić

Ale w środku już Cię nie ma.

Nie mówisz, że Ci zależy.

Nie pytasz, czy ktoś jeszcze pamięta.

Nie piszesz pierwsza. Nie odzywasz się zbyt często.

Nie chcesz być „upierdliwa”, „za dużo”, „zbyt emocjonalna”.

Bo w Twojej głowie „za dużo” to pierwszy krok do bycia zostawioną.

Więc wolisz nie ryzykować.

I tylko nikt nie widzi,

że w środku dzieje się cisza.

Taka, co boli bardziej niż krzyk.

Bo wszystko, co chciałaś powiedzieć - po prostu w sobie zamknęłaś.

✋ Znasz to?

- Odpisałaś krótko, bo wcześniej on napisał „ok” i bolało bardziej niż milczenie.

- Udawałaś, że nie zauważyłaś, że ktoś przestał się odzywać, żeby nie wyjść na „potrzebującą”.

- Mówiłaś „spoko, rozumiem”, choć w środku coś krzyczało „dlaczego znowu ja się staram?”.

- Skasowałaś długi, szczery SMS, bo bałaś się, że to „za dużo”.

- Nie odezwałaś się pierwsza, choć tęskniłaś. Bo miałaś w głowie, że „kto chce - znajdzie sposób”.

- Udajesz, że Ci nie zależy. Że to tylko koleżeństwo. Że to nic.

- W relacji chodzisz jak po szkle, żeby tylko nie zostać sama.

- Gdy ktoś Cię ignoruje - zastanawiasz się, co z Tobą jest nie tak, zamiast zadać pytanie: „czy ja w ogóle chcę takiego kontaktu?”


Czasem nie chodzi o brak odwagi.

Chodzi o historię, w której nauczyłaś się, że Twoje emocje są za głośne.

Że Twoje potrzeby męczą.

Że miłość trzeba sobie wyciszyć, bo inaczej zniknie ktoś, kogo kochasz.


Więc znikasz Ty.


I robisz to elegancko.

Z uśmiechem. Z pozornym spokojem.

Z tym wszystkim, co sprawia, że inni myślą, że jesteś „ogarnięta”.

sobota, 27 grudnia 2025

Wzorce z dzieciństwa

To, co usłyszałaś kiedyś - wciąż może rządzić twoim dziś

Niektóre zdania z dzieciństwa nie brzmią jak przemoc.

Brzmią jak codzienność. Jak coś, co mówiono każdemu.

Tylko że one... układają się w schematy, które potem kierują naszym dorosłym życiem.

Nie umiemy prosić. Albo stawiać granic. Albo wierzyć, że zasługujemy.

A przecież to nie jest nasza wina.

Po prostu kiedyś byliśmy mali. A ktoś inny był wielki i miał głos.

🧩 Zdania, które zostają pod skórą

🔸 „Nie płacz, bo będziesz miała za co”

→ Więc dusisz emocje, żeby „nie prowokować”.


🔸 „Nie wydziwiaj, nic ci nie jest”

→ Teraz udajesz, że wszystko gra. Nawet gdy boli.


🔸 „Tylko nie przynoś wstydu”

→ Zgrywasz idealną. Za wszelką cenę.


🔸 „Nie pyskuj”

→ Boisz się powiedzieć, co naprawdę myślisz.


🔸 „Dzieci i ryby głosu nie mają”

→ Czekasz, aż ktoś ci pozwoli mówić.

czwartek, 25 grudnia 2025

Jeśli nosisz w sobie ból… to nie oni Cię trzymają. To Ty nie puszczasz.

To nie jest historia o kimś, kto nie miał czasu się pozbierać. To historia o kimś, kto przez dziesięciolecia nosił w sobie coś, co dawno powinno odejść. I wiem, że może to jesteś Ty.

Piszę to też jako ktoś, kto sam kiedyś czekał.

Czekałam latami, że mój ojciec przeprosi. Że zobaczy, co zrobił. Że może chociaż raz powie: ‘to była moja wina’. I nie doczekałam się.

Aż pewnego dnia zrozumiałam coś bolesnego, ale wyzwalającego: ja już nie potrzebuję jego słów, żeby ruszyć dalej.

Przez lata żyłam tak, jakby ta przeszłość wciąż miała nade mną władzę. Ale ona miała ją tylko dlatego, że oddawałam jej swoje dziś.

Wybaczenie nie przyszło od razu. I nie przyszło dla niego. Przyszło dla mnie. Bo nie chciałam już żyć z ciężarem, którego nikt poza mną nie dźwigał.

Wiem, że boli. Nawet po 10, 20, 30 latach. Bo nie każda rana goi się z czasem. Niektóre wrastają w człowieka, stają się jego częścią. A my, choć wiemy, że to nas niszczy - nie potrafimy już bez tego żyć.

Ale dziś chcę Ci powiedzieć coś, czego może nikt nigdy Ci nie powiedział: to już nie tamta historia Cię

więzi. To Ty sama w niej zostałeś. Z lojalności do tamtej siebie. Z lęku. Z żalu. Albo… bo po prostu nie znasz innego życia.”

✦ refleksja z głębi serca

Kiedy przez lata żyjesz przeszłością, wszystko inne blaknie. Ludzie wokół się starzeją, zmieniają, odchodzą. A Ty wciąż siedzisz w tej jednej chwili - tej, która bolała najbardziej.


Ale ból, który trwa latami, nie jest już raną. Jest wyborem. Trudnym, nieświadomym, ale jednak wyborem.


I wiem, jak to brzmi. Może nawet wkurza. Ale nie piszę tego z pozycji osoby, która ‘już się z tym uporała’. Piszę to jako ktoś, kto też kiedyś nie chciał puścić. Bo jeśli puścisz - to co zostanie? Cisza? Pustka? A może... przestrzeń na nowe życie?


✦ Co możesz zrobić, jeśli boli Cię coś sprzed lat?

wtorek, 23 grudnia 2025

Samotna Wigilia - co zrobić, gdy wszyscy świętują, a Ciebie nie ma komu przytulić

Wprowadzenie - do Ciebie, który dziś jesteś sam Jeśli jesteś tu dzisiaj - 24 grudnia, w wieczór, który miał być ciepły, a jest pusty - to nie przez przypadek. Wiem, że możesz czuć się nie na miejscu. Że każde "Wesołych Świąt" może brzmieć jak ironia. Że wszystko wokół mówi: "Świętuj!", a Ty myślisz tylko: "Byle do jutra."

Nie przyszedłeś tu po lukrowane życzenia. Przyszedłeś, bo potrzebujesz poczuć, że ktoś rozumie. Że nie jesteś jedynym człowiekiem, który w Wigilię patrzy w sufit i nie wie, jak ma to przetrwać.

Dziś nie będzie "tradycyjnego posta".

Będzie coś innego:

Cichy list do tych, którzy w ten wieczór nie mają z kim się podzielić opłatkiem.

Niech to będzie Twój długi, spokojny towarzysz. Taki, przy którym możesz po prostu być.


Samotność w Wigilię boli inaczej, to nie jest zwykła samotność. Nie taka, jak w zwykły poniedziałek, gdy nikomu nie chce się rozmawiać. To samotność obciążona oczekiwaniem. Kontrastem. Obrazami z reklam, wspomnień i cudzych zdjęć.


Wszędzie wokół przypomnienia, jak „powinno” być. A Ty czujesz, że u Ciebie nie jest.

I nagle ta cisza nie jest spokojna - jest miażdżąca. Może kiedyś miałeś święta, które były ciepłe. Może ich nigdy nie było.

Może ktoś odszedł, ktoś zawiódł, ktoś zapomniał. A może to Ty się odsunąłeś, bo ile razy można wracać tam, gdzie boli?


Pamiętaj:

To, że dziś jesteś sam, nie znaczy, że jesteś gorszy. To nie etykieta. To tylko moment.

W trudnym czasie najłatwiej uwierzyć, że już zawsze tak będzie. Ale nie będzie. Dziś to tylko jeden wieczór. Jutro też wzejdzie słońce - czy będziesz gotowy na nie spojrzeć, czy nie.


 Co można zrobić w samotną Wigilię? - nie złote rady, tylko realne pomysły

1. Stwórz rytuał, który będzie tylko Twój


Nie musisz ubierać choinki ani dzielić się opłatkiem. Ale możesz zapalić świeczkę. Zapisać trzy myśli w zeszycie. Włączyć muzykę, która nie wyciska łez, tylko koi.

To nie musi być "świąteczne". To ma być Twoje.


2. Zrób coś rękami

niedziela, 21 grudnia 2025

Czy to działa? Może nie musi - byle pomagało.

Nie wiem, jak to nazwać. Amulety? Talizmany? Zabobony? Placebo?

Ale wiem, że są rzeczy, które ludzie noszą przy sobie, bo wierzą, że one chronią.

Albo dają siłę. Albo spokój. Jakieś maleńkie symbole, nitki, kamienie, zawieszki, runy… Różne.

I czasami się z tego śmiejemy - bo przecież „to tylko nitka”, „to tylko kamień”.

Ale czasami… to nie jest tylko.

Ja, na przykład, noszę czerwoną nitkę. Nie wiem do końca, jak to działa. Może to podświadomość. Może nastawienie. Ale mam wrażenie, że coś mnie chroni. Choćby przed moim własnym niepokojem.

Mój mąż też nosi swoje amulety. I od kiedy zaczął, rzadziej choruje. Czy to siła sugestii? Może. Ale jeśli coś sprawia, że czujesz się lepiej - czy to naprawdę ma znaczenie, jak to działa?

Nie wszystko trzeba rozumieć. Czasem wystarczy poczuć.

Może właśnie dlatego ludzie od wieków noszą przy sobie rzeczy, które ich wzmacniają.

Nie zawsze mają one moc „z zewnątrz”. Czasem to Ty sam/sama ją w nich umieszczasz.

I to może być wystarczające.

Wierzę też w coś innego: że nie każdy przedmiot nam służy.

Że czasem coś, co wygląda na „pamiątkę” albo „talizman”, może nieść cudzy ciężar.

Pierścionek po kimś, kto dużo cierpiał. Kamień, który zebrał cudzą energię.

Dlatego nie wszystko przyjmuję. Nie wszystko noszę.

Słucham siebie. I polecam to każdemu.

Bo prawdziwa ochrona nie zawsze jest w przedmiocie.

Czasem jest w tym, co dzięki niemu w sobie budzisz:

spokój, uważność, nadzieję, intencję, że dasz sobie radę.

I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Nie wszystko da się wyjaśnić. I nie wszystko trzeba.

Nie wiem, czy te amulety działają naprawdę, czy to „tylko” wpływ na naszą podświadomość.

Ale może nie musimy wiedzieć. Może to nie jest aż tak ważne.


Bo jeśli coś pomaga człowiekowi się podnieść, poczuć bezpieczniej, uspokoić myśli - to dlaczego to kwestionować?

To nie jest naiwność. To jest szukanie sposobu na przetrwanie.

piątek, 19 grudnia 2025

Już nie rycząca czterdziestka

Nie mam na koncie wielkich osiągnięć materialnych. Nie zdobią mnie luksusy, nie zdobyłam żadnych "wielkich szczytów", które uznaje świat. Ale mam coś innego - drogę, która była kręta, bolesna i pełna prób… i siebie - już nie pogubioną, nie rozbitą, ale silniejszą niż kiedykolwiek. 
Moi rodzice wyposażyli mnie w "życiowy soft", który niestety zamiast aktualizacji miał w sobie wiele traum. Tyle, że żaden "antywirus" nie potrafił tego ogarnąć - można się tylko uśmiechnąć z goryczą, że niektóre programy trzeba było napisać od nowa. Samodzielnie. Od zera. Całe życiedawałam siebie ludziom. Słuchałam, wspierałam, pomagałam. Z serca, bez kalkulacji. I, niestety, często spotykało się to z niezrozumieniem. Bywało, że ludzie to wykorzystywali. Bywało, że odwracali moją dobroć przeciwko mnie. I długo myślałam, że tak po prostu musi być.

Ale dziś wiem, że to nieprawda.

Dziś nie pozwalam się już krzywdzić.

Ale nadal jestem dobra. I chcę taka pozostać. Bo dobroć to nie naiwność. Dobroć to siła.

To decyzja, by nie oddawać światu tego, co w nim najgorsze - nawet jeśli świat próbuje ci to wcisnąć z każdej strony. Nie mam statusu. Nie mam mojego dachu nad głową. Ale mam spokój, którego nie da się kupić. Mam siebie - w zgodzie ze sobą.

A to znaczy więcej niż wszystkie tytuły i sukcesy świata.

Jeśli też jesteś osobą, która przez lata dawała serce nie zawsze tam, gdzie trzeba, i dostała za to w zamian zimno - wiedz, że jesteś wystarczająca. Właśnie taka.

Twoja dobroć ma wartość, nawet jeśli inni jej nie zauważają.

Nie przestawaj być sobą.

Nie chowaj serca tylko dlatego, że ktoś nie umiał go uszanować.

Świat naprawdę potrzebuje takich ludzi jak Ty. Jak my.

Z sercem - nie dla zysku. Dla drugiego człowieka.




Jeśli ten wpis Ci się spodobał, zostaw komentarz - lubię te małe rozmowy pod postami.
Pamiętaj, że przycisk „Obserwuj” jest w bocznym pasku - klik i jesteśmy w kontakcie!
A jeśli chcesz sprawić mi drobną przyjemność - zapraszam na kawę:  



środa, 17 grudnia 2025

Czy można nauczyć się budować więź, jeśli nikt nas tego nie nauczył?

Niektórzy z nas wchodzą w dorosłość z pustymi rękami, jeśli chodzi o emocjonalne dziedzictwo.

Nie dostali przykładu, jak być blisko.

Nie wiedzą, jak się mówi: „Potrzebuję cię” - bez wstydu.

Nie umieją prosić o przytulenie - bez lęku, że to za dużo.

Nie rozpoznają, co oznacza "bezpieczna relacja", bo nigdy jej nie doświadczyli.

Ale mają jedno: tęsknotę. Za czymś ciepłym. Za czymś prawdziwym.

I czasem myślą: „Czy da się tego jeszcze nauczyć?”

Słuchałam dziś człowieka, który ma 48 lat. Powiedział wprost:

„Nie wiem, jak buduje się więź. Nie wiem, czy da się tego nauczyć. Może już za późno. Może zostaje mi tylko egzystencja z dnia na dzień.”

I poczułam to. Bo sama kiedyś nie wiedziałam.

Ja też nie nauczyłam się bliskości w domu.

Nikt mi nie pokazał, jak się mówi „kocham” bez manipulacji.

Jak się przeprasza, nie uciekając.

Jak się zostaje - nawet po kłótni.

Ale chciałam miłości.

Chciałam takiej relacji, w której człowiek może być sobą.

Więc słuchałam ludzi. Patrzyłam, jak się kochają.

Zbierałam odłamki cudzych doświadczeń i próbowałam z nich ułożyć coś własnego.


I nie wiem, czy już umiem. Ale wiem, że robię odwrotnie niż moi rodzice.

I to już coś.


🧩 Czym właściwie jest więź?


Psychologia mówi, że więź to głęboka, emocjonalna relacja, zbudowana na zaufaniu, obecności i wzajemnym reagowaniu na siebie.

To nie jest uczucie, które spada z nieba. To coś, co się tworzy - dzień po dniu.

poniedziałek, 15 grudnia 2025

O Wilku, który chciał naprawić cały las

W głębi cichego lasu mieszkał samotny wilk o imieniu Varo. Nie był jak inne wilki - nie gonił za zdobyczą, nie wył do księżyca. Varo miał w sobie coś innego: serce, które chciało wszystkich ratować.

Kiedy sarna bała się burzy, Varo siadał obok niej i czuwał. Gdy młoda sowa wypadła z gniazda, to on zanosił ją z powrotem. Pomagał, pocieszał, naprawiał. Nigdy nie odmawiał.

Z czasem zwierzęta przyzwyczaiły się, że Varo jest zawsze. Zawsze silny. Zawsze gotowy. Zawsze dla innych.

Aż któregoś wieczoru Varo wrócił na swoją polanę... i po prostu się położył. Nie dlatego, że miał ochotę. Po prostu nie miał już siły.

W ciszy nocy przyszedł do niego stary jeleń z porożem jak z bajki. Usiadł obok i powiedział spokojnie: - Las cię potrzebuje, Varo. Ale nie bardziej niż ty sam.

Wilk spojrzał zaskoczony. Nigdy nie pomyślał, że może też być ważny. Że może nie mieć siły. Że nie musi zawsze wszystkiego udźwignąć sam.

- Gdy ciągle dajesz, a nigdy nie bierzesz oddechu - dodał jeleń - nawet serce wojownika zaczyna pękać.

Tamtej nocy wilk nie poszedł nikogo ratować. Tamtej nocy sam siebie objął ogonem i zasnął.

I wiesz co? Las nie runął. Sowa znalazła drogę do gniazda. Sarna ukryła się w gęstwinie. A Varo... po raz pierwszy poczuł się jak ktoś, kto też zasługuje na troskę.

Morał:

Nawet najsilniejsi czasem muszą odpocząć. Bo serce, które ciągle niesie innych, potrzebuje też miejsca, gdzie samo może się zatrzymać.



Może i Ty jesteś jak ten wilk - silny dla wszystkich, a cichy dla siebie. Jeśli ten tekst Cię poruszył, zostaw go komuś, kto też tego dziś potrzebuje.



Lubię wiedzieć, że ktoś tu zagląda - daj znać w komentarzu, co myślisz. Zachęcam też do kliknięcia przycisku „Obserwuj” po prawej stronie - to prosty sposób, by nie przegapić kolejnych wpisów. A jeśli chcesz okazać dodatkowe wsparcie, możesz postawić mi kawę tutaj: 

sobota, 13 grudnia 2025

Każdy z nas ma naturę Buddy - jak odkryć swoje wewnętrzne światło i odnaleźć spokój

Buddyzm naucza, że w każdym człowieku kryje się natura Buddy - prawdziwa, czysta esencja, pełna mądrości, współczucia i spokoju.

To nie jakiś mistyczny dar, na który trzeba zasłużyć.

To część nas, która jest obecna od zawsze, choć czasem przysłonięta warstwami bólu, lęku, czy zwątpienia. Wyobraź sobie, że jesteś perłą ukrytą pod grubą warstwą piasku. Perła już tam jest - pełna blasku, piękna i wartości. Tylko trzeba ją odkryć, oczyścić i pozwolić jej zabłysnąć.

Bywa, że trudno uwierzyć, że to światło jest w nas. Widzimy siebie przez pryzmat porażek, wad i trudności, które przeżyliśmy. Ale to, co prawdziwe, jest niewidoczne dla oczu, bo jest wewnątrz.

Pamiętam swoje momenty zwątpienia.

Czułam się jakby pod ciężkim kamieniem, który tłumił wszystko, co dobre i prawdziwe.

Dopiero gdy zaczęłam szukać tego światła w sobie - przez medytację, uważność i łagodność wobec siebie - poczułam, że jest tam coś, co nigdy nie zniknęło.

To nie oznacza, że trzeba od razu wszystko zmienić, albo że problem przestaje istnieć. To znaczy, że możesz spojrzeć na siebie z miłością i cierpliwością, bez osądzania. Tak zaczyna się prawdziwa przemiana.

Zadaj sobie pytania:

       Co w Tobie jest prawdziwe, niezmienne i wartościowe, nawet jeśli teraz tego nie czujesz?

       Jakie małe codzienne gesty mogą pomóc Ci pielęgnować to światło?

       Kiedy ostatnio pozwoliłaś sobie na bycie naprawdę sobą - bez maski i oczekiwań?

Nie musisz od razu przemieniać całego życia. Wystarczy jeden mały krok: chwila uważności, oddech, spojrzenie na siebie z czułością.

Praktyczne ćwiczenia:

czwartek, 11 grudnia 2025

Są takie dni, kiedy wszystko się w Tobie zaciska.

 „Nie każdy krzyk jest głośny. Czasem to tylko szept: pomóż mi.”

Są takie dni, kiedy wszystko się w Tobie zaciska.

Niby mówisz „jakoś dam radę”, ale w środku wiesz, że nie dajesz.

Zbierasz się rano, funkcjonujesz jakoś, rozmawiasz - a tak naprawdę masz ochotę zniknąć.

Ale nikt tego nie widzi.

A Ty nie mówisz - bo nie chcesz być ciężarem.

Bo nie wiesz jak.

Bo tyle razy słyszałaś:

- „Musisz być silna.”

- „Nie przesadzaj.”

- „Inni mają gorzej.”

- „Każdy ma swoje problemy.”

- „To już któryś raz, weź się w garść.”


I uczysz się nie prosić. Milczeć. Przełykać.

Ale czasem to już nie działa.


Jak naprawdę brzmi prośba o wsparcie?


Nie musi być mądra. Nie musi być składna. Nie musi być głośna.

Czasem wystarczy jedno, zwykłe zdanie:


„Nie mam siły. Możesz być dziś blisko?”


„Nie chcę nic mówić, ale nie chcę też być sama.”


„Boje się, że wszystko się we mnie psuje.”


„Nie szukam rady - szukam człowieka.”


„Nie wiem, co się dzieje, ale potrzebuję czyjegoś głosu.”


„Jest mi źle. I nie wiem, co z tym zrobić.”

wtorek, 9 grudnia 2025

Czy naprawdę przestaniesz mówić „nie szkodzi”, kiedy Cię boli?

Wyobraź sobie, że ktoś rzuca w Ciebie kamieniem.

Czujesz uderzenie - ból, złość, rozczarowanie.

A Ty? Mówisz: „nie szkodzi”.

Przykrywasz siniak śmiechem.

Ukrywasz łzy pod maską spokoju.

Milczysz, bo boisz się, że jeśli powiesz prawdę, stracisz kogoś.

Wiem, bo sama tak robiłam. Przykładałam bandaż do pękniętego serca i udawałam, że wszystko jest w porządku.

Ale prawda jest taka:

Milczenie to nie zgoda.

Milczenie to zgniły kompromis.

Milczenie kradnie Ci oddech.

Każde „nie szkodzi” to rana, którą chowasz głęboko -

aż w końcu zaczyna zatruwać Ci życie od środka.


Ktoś krzywdzi Cię powoli, codziennie, kropla po kropli,

a Ty pozwalasz, bo nie chcesz burzyć spokoju.


Czy spokój, który kosztuje Cię serce, jest tego wart?

Ile razy jeszcze pozwolisz sobie na milczenie?


Mówienie „nie szkodzi”, gdy boli, to jak wkładanie bandaża na złamane serce.

To pozwolenie, by ktoś deptał Twoją godność.


Masz prawo do bólu.

Masz prawo do granic.

Masz prawo powiedzieć:

„Boli. I nie zgadzam się na to.”


Wyobraź sobie dwie drogi:

Milczenie - które stopniowo niszczy Cię od środka.

I prawdę - która może być trudna, ale prowadzi do wolności.


Nie czekaj, aż ból stanie się złamaniem, którego trudno będzie złożyć.

Nie pozwól, by milczenie stało się Twoją klatką.


Zrób dziś pierwszy krok: powiedz prawdę - choćby w myślach.

Zacznij od małego „to mnie zraniło”.


Prawda boli.

Ale prawda wyzwala.


I tylko wtedy zaczniesz naprawdę żyć.


A Ty? Kiedy ostatni raz powiedziałeś prawdę o swoim bólu?


Pamiętaj - masz prawo dbać o siebie. Masz prawo być szczery wobec siebie i innych.

I zawsze jest nadzieja na lepsze jutro.


Przestań mówić 'nie szkodzi', zacznij mówić 'to mnie rani' - Twoje słowa mają moc zmiany.



Będzie mi ogromnie miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w komentarzu.
Jeżeli chcesz częściej tu zaglądać, kliknij „Obserwuj” po prawej stronie - to chwila, a zawsze będziesz na bieżąco.
A kawą zawsze można mnie mile zaskoczyć:  




niedziela, 7 grudnia 2025

Jak przepracowywać traumy, kiedy wszystko w Tobie mówi: zostaw, zapomnij, uciekaj

To nieprawda, że czas leczy rany.

Czas może jedynie zagłuszyć krzyk. Przykryć go codziennością, pracą, przewijaniem ekranu, zmęczeniem. Ale krzyk nie znika. On siedzi cicho, aż coś go przypadkiem dotknie - i wtedy wybucha.

Trauma to nie tylko „wielkie” rzeczy.

To też te wszystkie drobne, powtarzające się momenty, kiedy czułaś się nieważna, niezauważona, ignorowana. Kiedy ktoś Cię zawstydzał. Kiedy nie wolno Ci było płakać.

To coś, co wraca, choć myślałaś, że już przecież „minęło”.

I właśnie dlatego trzeba to przepracować. Ale jak? Jak, kiedy każda próba boli bardziej niż udawanie, że nic się nie stało?

1. Zacznij od uznania, że to w ogóle było

To nie jest „rozdrapywanie ran”, jeśli one nigdy się nie zagoiły.

To, że coś Cię boli, nie znaczy, że jesteś słaba. Znaczy, że coś kiedyś bardzo bolało - a Ty wtedy nie miałaś zasobów, żeby to unieść. Teraz masz szansę wrócić po tę część siebie.


Pamiętam, jak przez lata ukrywałam swój ból, udając, że wszystko jest w porządku. Dopiero kiedy zaczęłam mówić o tym na głos, poczułam, że to naprawdę może się zmienić.


2. Daj sobie czas i bezpieczeństwo


Trauma potrzebuje warunków, żeby się odsłonić.

To nie dzieje się „na zawołanie”. Czasem najpierw trzeba się długo uczyć ufać - sobie, terapeutce, spokojowi.

Nie zmuszaj się. Sprawdź, co jest dla Ciebie bezpieczne: pisanie? Rozmowa? Cisza? Ruch?


Przepracowywanie traumy to jak rozplątywanie ciasnego supełka, który przez lata zaciskał się mocniej. Czasem trzeba delikatności i czasu, by rozluźnić każdy węzeł.

piątek, 5 grudnia 2025

Rodzina, czyli obcy ludzie z tym samym nazwiskiem

Byliśmy rodziną. Na papierze.

W dowodach i w albumach.

Ale czy naprawdę byliśmy razem? Czy naprawdę się znaliśmy?

Dzieciństwo, które powinno być przestrzenią pełną miłości, ciepła i bezpieczeństwa, w moim przypadku było miejscem ciszy i niewidzialności.

Nie pamiętam rozmów, które budowałyby więź.

Nie pamiętam czułych gestów, które mówiłyby „jesteś ważna”.

Pamiętam, jak z drżącymi rękami przyniosłam mamie bukiet polnych kwiatów, nazbieranych na łące.

Moje serce pełne nadziei, że ten drobny gest wywoła choć ułamek uśmiechu, choć ślad ciepła.

Ale jej spojrzenie było zimne, puste, jakby to, co daję, nie istniało.

To uczucie bycia zupełnie niewidzialną - najbardziej boli.


Chciałam być blisko. Być zauważona.

Chciałam spędzać z nimi czas, robić coś razem, po prostu być obecna.

Zamiast tego słyszałam: „Idź się czymś zajmij”, „Zajmij się sobą”.

I znów odsyłano mnie na bok, jakbym była przeszkodą, a nie dzieckiem, które pragnie miłości.


Próbowałam na różne sposoby - przedstawienia, drobne sukcesy, które dla mnie były ważne.

Byłam dumna, miałam nadzieję, że tym razem coś z tego zostanie zauważone.

Ale cisza i brak reakcji znowu odbierały mi oddech.

Jakby moje uczucia, moja radość, moja potrzeba bliskości, były nieistotne.

środa, 3 grudnia 2025

Ten tekst jest dla Ciebie, jeśli dziś już nie dajesz rady”

Są takie dni, kiedy nie da się już zebrać w sobie nic. Ani siły. Ani spokoju. Ani nawet myśli. Takie dni, kiedy nie ma za co się chwycić. Kiedy płaczesz już nie dlatego, że coś się stało, ale dlatego, że nie wiesz, co dalej. Bo miałaś nadzieję. Bo się starałaś. Bo trzymałaś się dzielnie tak długo, że w końcu nawet ta dzielność się wypaliła.

I wtedy przychodzi bezsilność.

Nie taka spektakularna - tylko cicha, rozlewająca się w środku jak noc. Taka, w której wszystko wydaje się zbyt trudne. Zbyt daleko. Zbyt poza zasięgiem.

Znasz to?

Ja znam.

Znam to uczucie, kiedy siedzisz na łóżku w środku dnia i nie wiesz, czy wstać, czy po prostu odpuścić. Kiedy nie masz siły nawet udawać, że masz siłę. Kiedy wszystko w Tobie krzyczy: „Nie dam już rady”, a świat wymaga, żebyś wstała i dalej grała swoją rolę. Uśmiechniętej. Zorganizowanej. Silnej.

Ale wiesz co? To nie znaczy, że jesteś słaba.

To znaczy, że jesteś człowiekiem. Że już za długo byłaś dzielna. Że za długo wszystko trzymałaś sama.

Czasem myślimy, że musimy sobie radzić. Zawsze. I same. A tymczasem prawdziwa siła to także umiejętność powiedzenia: „Nie umiem. Nie wiem. Nie mam siły.” I pozwolenia sobie na to.

Widziałam kiedyś piękne zdanie:

„Nie jesteś bezsilna - jesteś zmęczona.”

I właśnie dlatego ten tekst powstaje. Żebyś wiedziała, że nie jesteś sama. Naprawdę.

Znam kobietę, która po rozwodzie latami walczyła o każdą złotówkę alimentów. Nikt jej nie pomagał, a sąd patrzył na nią jak na numer sprawy. Codziennie kładła się spać z myślą, że może już nie da rady. Ale każdego ranka wstawała. I kiedy ją zapytałam, co ją wtedy trzymało, powiedziała tylko: „Wiedziałam, że ktoś przede mną to przeżył. I że ja też dam radę.”

poniedziałek, 1 grudnia 2025

Nie musisz być dla wszystkich.

Wyciszyłam wiele ludzi ze swojego życia - tych, którzy wysysali ze mnie energię, którzy mówili mi, jak mam żyć, co mam robić, co jeść, jak się zachowywać. Usunęłam tych, którzy odzywali się tylko wtedy, gdy czegoś ode mnie potrzebowali, tych, którzy nie pamiętali o moich urodzinach czy imieninach. W końcu nawet usunęłam Facebooka, nie podając już daty urodzenia - chciałam się przekonać, kto naprawdę o mnie pamięta.

Ten proces trwał pięć lat. Pięć lat ciągłych małych decyzji, które w końcu ułożyły mój świat na nowo. Dzisiaj mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć: to, że odcięłam się od tych ludzi, było najlepszą decyzją w moim życiu. Czuję się spokojniejsza, bardziej radosna, mam poukładane w głowie i w

sercu. Nikt nie mówi mi już, jak mam żyć. Nikt nie wyznacza mi granic i nie zabiera mojej energii.

Ale nie - to wcale nie było łatwe.

Niektórzy z tych ludzi byli obecni przy mnie przez lata. Innych łączyły ze mną więzi rodzinne. Byli też tacy, którzy pojawiali się tylko na chwilę, ale zostawiali po sobie ogromne emocjonalne zamieszanie. Czasem naprawdę bardzo chciałam wierzyć, że te relacje jeszcze da się uratować.


Wszystko zaczyna się od tej jednej myśli:

Czy ja jestem dla tej osoby kimś wartościowym?

I czy ta osoba naprawdę jest wartościowa dla mnie?


To pytania, które potrafią rozedrzeć człowieka od środka. Ale one też otwierają oczy. Bo czasem trzymamy się ludzi tylko dlatego, że kiedyś byli ważni, a nie dlatego, że nadal nimi są. Albo dlatego, że mamy nadzieję, że może jeszcze kiedyś się zmienią. Ale najczęściej się nie zmieniają. A my zostajemy coraz bardziej zmęczeni.