Wchodzisz do pokoju, ludzie rozmawiają, śmieją się. Siadasz, uśmiechasz się, ktoś rzuci Ci spojrzenie. Przez godzinę siedzisz z nimi. A potem wychodzisz i czujesz się bardziej sama niż wcześniej.
Masz znajomych. Masz rodzinę. Ktoś do Ciebie czasem napisze, ktoś zaprosi na kawę. Ale mimo to - czujesz się sama. Nie codziennie, nie zawsze, ale coraz częściej
wracasz do domu i masz wrażenie, że coś w Tobie jest puste. Jakby brakowało powietrza. Jakbyś była wśród ludzi, a jednak za szybą.
To nie brak kontaktów boli. Boli brak prawdziwego kontaktu.
Możesz śmiać się przy stole, prowadzić rozmowy w pracy, reagować na wiadomości na Messengerze. Ale potem kładziesz się do łóżka i czujesz, że nikt tak naprawdę nie wie, co w Tobie siedzi. I że nikt
chyba nawet nie chce wiedzieć. Bo „wszyscy mają swoje sprawy”, bo „nie ma co się nad sobą użalać”, bo „trzeba się ogarnąć”.
A Ty byś chciała tylko jedno: żeby ktoś zapytał, jak naprawdę się czujesz. Bez oceniania. Bez rozwiązań. Bez tego całego: „dasz radę, jesteś silna”. Po prostu: „Jak Ty to wszystko znosisz?”. I żeby był gotowy wysłuchać prawdy, nawet jeśli ona nie jest ładna.
Introwertyzm nie jest wadą, ale czasem boli
Jeśli jesteś introwertyczką, to pewnie już nieraz słyszałaś, że jesteś „zamknięta w sobie”, „trudna do poznania”, „mało towarzyska”. A prawda jest taka, że po prostu potrzebujesz głębi, nie rozmów o pogodzie. I nie lubisz grać kogoś, kim nie jesteś - tylko po to, żeby „dopasować się” do grupy.